Paweł Pollak (ur. 1967 [1]) – polski pisarz, tłumacz języka szwedzkiego, wydawca, tłumacz przysięgły [2] [3] i bloger [4]. Autor powieści kryminalnych. Przekładał m.in. twórczość Hjalmara Söderberga oraz książki Hjalmara Bergmana, Håkana Nessera i Johanny Nilsson. Publikuje wykorzystując self-publishing [5] . Piątek, 18 kwietnia 2014 (07:45) 67-letni Olek Doba, który od października samotnie płynął z Lizbony kajakiem przez Ocean Atlantycki, dotarł do brzegów Florydy. Tym samym pokonał trasę ok. 9 tys. km. "To była niemożliwa do wyobrażenia wyprawa, by na 7-metrowym kajaku pokonać Atlantyk" - powiedział przyjaciel Polaka, również kajakarz Piotr Chmieliński. 67-letni Aleksander Doba, emerytowany inżynier mechanik z Polic koło Szczecina, zmierzył się z Atlantykiem po raz drugi. W 2011 roku jako pierwszy człowiek samotnie przepłynął Atlantyk kajakiem, wykorzystując jedynie siłę własnych mięśni. Wtedy pokonał ocean w najwęższym miejscu, płynąc z Afryki do Brazylii. Tym razem dokonał tego w najszerszym miejscu: płynął z Lizbony na Florydę w dopłynął do brzegów Florydy w czwartek o godz. 20:05 czasu lokalnego. Teraz jest w porcie na przylądku Canaveral, na południowo-wschodnim wybrzeżu USA. Oficjalnie zakończył już wyprawę; dopłynął do kontynentu północnoamerykańskiego, ale wciąż nie opuścił kajaku. Chce przepłynąć jeszcze 60 km do miasteczka New Smyrna Beach, gdzie czekają na niego znajomi. Kajakarz rozpoczął wyprawę 5 października w Lizbonie. Planował dopłynąć do Florydy już w połowie lutego. Ale w styczniu silny wiatr i prądy - dość nietypowe na tę porę roku - zaczęły go spychać i zawracać w stronę Afryki. Przeszedł pięć sztormów i jeden z nich spowodował zerwanie steru, a bez steru sterowność kajaku jest minimalna. Ale nie pozwolił sobie na ściągnięcie. Po 144 dniach od rozpoczęcia wyprawy bez żadnej asysty Olek dopłynął do Bermudów - opowiada Piotr Chmieliński. Tam ster naprawiono i po miesiącu Doba został przetransportowany i zwodowany dokładnie w tym miejscu, gdzie zerwał mu się ster. Na tym nie koniec niespodzianek. W czasie wodowania załamały się tzw. skrzydła kajaku, dzięki którym trzymał się w odpowiedniej pozycji i był niezatapialny. Jednak Olek Doba zdecydował dokończyć wyprawę bez skrzydeł, co zwiększyło niebezpieczeństwo wywrotki. Z drugiej jednak strony kajak był szybszy. To pokazuje jego determinację i osobowość. Potrafi znaleźć wyjście z każdej sytuacji. Mówi, że w jego rodzinie ludzie żyje po sto lat. Ma więc przed sobą jeszcze 30 lat kajakowania i mam nadzieję, że nie zabraknie mu oceanów" - nie ukrywa podziwu dla kolegi Chmieliński. Przez całą wprawę byli w kontakcie za pomocą telefonu satelitarnego. Wysyłali smsy. "Pisałem mu o rewolucji na Ukrainie czy śmierci Nelsona Mandeli - opowiada Chmieliński. Doba zaczął przygodę z kajakiem dopiero w wieku około 40 lat. Zanim zmierzył się z Atlantykiem, przepłynął wzdłuż i wszerz Polskę; opłynął też kajakiem Morze Bałtyckie i Bajkał. (ug)
Zawsze, gdy program Przez Atlantyk jest emitowany w telewizji, można go obejrzeć na żywo na dowolnym urządzeniu, korzystając z serwisu WP Pilot. Oglądaj ulubione programy, filmy i seriale na WP Pilot, kiedy chcesz i gdzie chcesz. Telewizja online – bez umów i dekoderów, dostępna na telewizorach i smartfonach.
- Mówi się do trzech razy sztuka - polski podróżnik kolejny raz zamierza pokonać samotnie kajakiem Atlantyk. Do przepłynięcia ma kilka tys. kilometrów - wypływa z wybrzeża Stanów Zjednoczonych żeby dopłynąć do europejskiego portu w Znów ruszam na Atlantyk. Wypływam z kontynentalnej części Nowego Jorku z zamiarem dopłynięcia do Europy. Marzę, by dotrzeć do Portugalii na moje 70 urodziny. Jestem zdeterminowany i wierzę, że dokonam tego - mówi o swojej wyprawie Aleksander 9 września 1946 roku podróżnik udowadnia, że wiek nigdy nie stoi na przeszkodzie w spełnianiu jako pierwszy człowiek w historii na specjalnie zaprojektowanym kajaku przepłynął Atlantyk, jako "napęd" mając jedynie własne ramiona dzierżące wiosła. Wyruszył 5 października 2013 r. z Portugalii, dobijając wybrzeża Florydy 14 kwietnia 2014 druga stronęTym razem Doba popłynie z Ameryki do Europy. Przewiduje, że rejs "będzie trwał od trzech do czterech miesięcy".- Ma to być samodzielna, samotna wyprawa, bez pomocy z zewnątrz, czyli tak jak dwie poprzednie. Wystartuję po raz trzeci, ale pierwszy raz drogą północną z kontynentu na kontynent. Jeśli to zrealizuję będę pierwszym Polakiem i pierwszym człowiekiem w historii, który tego dokona. Będzie to wyjątkowa, trudna, ale ekscytująca wyprawa - opowiadał zamierza przepłynąć tym samym oceanicznym kajakiem, który towarzyszył mu już Jest to wyjątkowy kajak, wymyślony i zaprojektowany specjalnie dla mnie i z myślą o takich wyprawach. Ma dwie podstawowe cechy: jest niezatapialny i nie może pływać dnem do góry - opisywał "Olo" ma 7 metrów długości, metr szerokości i z pełnym wyposażeniem wazy około 700 szacuje, że liczna kilometrów, które pokona będzie podobna do poprzedniej wyprawy - będzie jednak płynął na północ będzie więc trudniej ze względu na silniejsze i częstsze żywnośćJeszcze kilka dni temu jego podróż kajakiem przez Atlantyk stała pod znakiem zapytania. Wszystko przez to, że celnicy w Nowym Jorku zatrzymali 50 kilogramów liofilizowanej żywności z powodu błędów formalnych w dokumentacji suszonego mięsa. Dzięki interwencji polskiej ambasady w Waszyngtonie, konsulatu w Nowym Jorku oraz podróżnika Piotra Chmielińskiego, przyjaciela Doby, żywność udało się na w samotną podróż zamierza wyrusza w niedzielę o godzinie 13:07 czasu chcielibyście nas zainteresować tematem związanym z Waszym regionem - czekamy na Wasze sygnały/materiały. Piszcie na Kontakt24@ ws / Źródło: TVN24 PomorzeŹródło zdjęcia głównego: tvn24/
Inspirujący ludzie #2: Aleksander, Olo i ocean. Samotnie kajakiem przez Atlantyk. Pływaliście kiedyś na kajaku? Ja parę razy byłam na spływach. W większości pływałam po rzekach, pomagał mi prąd, a w kajaku zawsze były dwie osoby. Jak wypływałam na jeziora, gdzie kajak napędzać trzeba było wyłącznie siłą mięśni, już
Szczepan Radzki: Skąd wziął się pomysł przepłynięcia Oceanu Atlantyckiego w kajaku? Aleksander Doba: – Mam pasję poznawania świata, którą zawdzięczam rodzicom. Byłem bardzo aktywny w turystyce pieszej, górskiej, nizinnej, szybownictwie, jeździe na rowerze. W kajaki „wpadłem” 34 lata temu, czyli jak miałem dokładnie 34 lata. Okazało się, że mi się spodobało. Uczyłem się, zdobywałem coraz lepsze umiejętności, pływałem po coraz to nowych rzekach. Kiedyś nie wolno było pływać po morzu, a ja wypływałem nielegalnie, tłumaczyłem się i opowiadałem różne głupoty jak mnie złapali. Jak tylko zmieniły się przepisy jako pierwszy wypłynąłem na Bałtyk i przepłynąłem całą granicę. Chciałem poznawać coraz to nowe miejsca. Pływałem po różnych morzach i w końcu zacząłem zastanawiać się nad Oceanem Atlantyckim. Ma Pan specjalny kajak, który został zbudowany pod wyprawy przez Atlantyk. Aleksander Doba: – Tak. Musiałem się zastanowić nad tym, jak taki kajak ma wyglądać. Ze szkicem udałem się do jednej ze stoczni w Szczecinie gdzie buduje się jachty. W tej samej technologii i z tych samych materiałów został zbudowany mój kajak. Musiał przede wszystkim spełniać jedną nadrzędną i przyświecającą nam rzecz – musiał dać mi pewność bezpiecznego przepłynięcia oceanu. Mój kajak ma dwie specjalne właściwości. Po pierwsze jest niezatapialny, ma kilka komór wypornościowych wypełnionych materiałem lekkim, nienasiąkliwym wodą. Gdyby pootwierać wszystkie komory bagażowe, wyjąć ze środka prowiant, bagaże i zalać wodą oraz zanurzyć kajak, to on musiał wypłynąć. Duga właściwość, to uniemożliwienie pływania do góry dnem. Gdyby więc fale obróciły go do góry nogami, sam musiał wstawać do pierwotnego położenia. Mówi Pan sam o sobie, że jest turystą, a to chyba nie jest turystyka dla wszystkich, bo chodzenie po górach, czy spływy kajakowe po rzekach, to jedna sprawa, ale przepłynięcie Oceanu Atlantyckiego wykracza chyba nawet poza granice sportu ekstremalnego. Aleksander Doba: – Mógłbym powiedzieć, że to czysta przyjemność, ale takie wyprawy faktycznie nie są do polecania. Chcąc płynąć przez ocean trzeba spełnić kilka warunków, bo jednak czeka na nas sporo niebezpieczeństw. Polecam za to turystykę kajakową, bo to wspaniała rzecz. No właśnie, w okolicach Trójkąta Bermudzkiego miał Pan chyba sporo problemów. Aleksander Doba: – Błądziłem. W Trójkącie Bermudzkim trafiłem na pułapkę wiatrową, przez 40 dni pałętałem się na małym obszarze i nie mogłem się z tego wyrwać, bo wiatry miałem za silne dla mnie i wiejące w przeciwnym kierunku niż ja chciałem płynąć. Kajak był wielki i ciężki, miałem w nim przecież żywność na pół roku i po prostu nie dawałem rady. I w końcu coś nie wytrzymało. Czyli wiatr? Aleksander Doba: – Nie (śmiech). Urwał mi się ster. Udało mi się dotrzeć na Bermudy i tam naprawić kajak. I to było coś niewiarygodnego, bo mój przyjaciel z USA mówił, że po 142 dniach na otwartym Oceanie, po naprawie, ja dalej chciałem wsiąść w kajak i dopłynąć do USA. Floryda, gdzie miałem dopłynąć, jest bardzo blisko od Bermudów. Jak miałem przerwać wyprawę? Miałem cel, a przymusowy przystanek tego nie zmienił. W sumie był Pan na otwartym Oceanie 167 dni. Jak samotny się Pan czuł? Czy w ogóle odczuwał Pan samotność? Aleksander Doba: – W pewnym sensie można się czuć samotnym, bo do najbliższego człowieka dzieli mnie kilka tysięcy kilometrów. Ale ja nie miałem takich uczuć. Byłem wyposażony w dwa telefony satelitarne, mogłem rozmawiać, mogłem wysłać lub przeczytać sms’a od moich przyjaciół, którzy dodawali mi energii i otuchy. Do tego czułem obecność tych ludzi, którzy jeszcze przed rozpoczęciem wyprawy wspierali mnie i trzymali za mnie kciuki. To napędzało mnie przez cały czas, wiara moja, tych ludzi i nie pozwalało myśleć negatywnie. Walczy Pan obecnie o tytuł podróżnika roku National Georgaphic. Jako pierwszy Polak dostał Pan nominację, co to dla Pana oznacza? Aleksander Doba: – Jestem dumny z samej nominacji. Znalezienie się w tej dziesiątce, to prawdziwy prestiż i niezwykłe wyróżnienie. Gdybym został podróżnikiem roku, to naprawdę byłoby coś wielkiego i oznaczało, że Polak potrafi, a rodacy umieją go wesprzeć. Choć w moim przypadku też jest tak, że wspiera mnie wiele osób w USA. Mam nadzieję, że teraz również zakończę sukcesem. W plebiscycie National Geographic można głosować codziennie na stronie która przenosi od razu do strony głosowania. W grudniu 2022 kajakarz chce wystartować w wyścigu łodzi wiosłowych przez ocean. Potrzebuje na ten cel 300 tysięcy złotych. – Zamierzam wykupić łódź i prowadzę negocjacje z właścicielem, ale krzyknął zaporową cenę; W pierwszej wyprawie kajakowej przez ocean (2010-2011) Aleksander Doba pokonał trasę z Senegalu do Brazylii. Dotarła dziś do nas smutna wiadomość. Nie żyje Aleksander Doba. Informację potwierdziła jego rodzina. „Zmarł śmiercią podróżnika, zdobywając najwyższy szczyt Afryki - Kilimandżaro, spełniając swoje marzenia”, napisano na jego oficjalnym profilu na Facebooku. W tym roku podróżnik skończyły 75 lat. Gdy po raz pierwszy przepłynął Atlantyk miał 64 lata. Gdy Aleksander Doba pokonał Atlantyk trzeci raz, skończył lat 71. Dokonał niemożliwego. Samotnie, bez silnika i żagla, tylko wiosłując, jako pierwszy człowiek w historii pokonał drogę z Europy do Ameryki i z powrotem. 22 marca 2018 roku New York Times Magazine zamieścił o nim duży materiał o dał jego zdjęcie na okładkę. Przypominamy niezwykłą historię Aleksandra Doby. Przemek Kossakowski jest wolontariuszem. Ale to nie koniec! Wkrótce chce zostać art terapeutą Aleksander Doba niepokonany Mieszkał w Policach. Pasjonują go sporty ekstremalne. Wylatał 250 godzin na szybowcu. Czternaście razy skakał ze spadochronem. Pływać na kajaku zaczął w klubie kajakowym Alchemik Police w 1980 roku. Szybko zaczął bić rekordy. W roku 1989 w ciągu 13 dni przepłynął Polskę po przekątnej z Przemyśla do Świnoujścia. Opłynął kajakiem Morze Bałtyckie i Bajkał. W całym życiu przepłynął około 100 tysięcy kilometrów. Z Atlantykiem zmierzył się po raz pierwszy w 2010 roku. Przepłynął z Afryki do Ameryki Południowej. W ciągu 99 dni przepłynął ponad 5 tysięcy km. „Żyjemy w czasach nerwowych, tempo życia jest intensywne”, powiedział w wywiadzie dla „Na oceanie miałem możliwość pobycia sam na sam ze sobą. Ani razu jednak się jednak nie nudziłem. Obserwowałem przyrodę, ptaki i ryby, odzywałem się do nich, by głos mi nie zaniknął. Śpiewałem nawet sobie”. Aleksander Doba i wieloryb Specjalny, siedmiometrowy kajak zaprojektowano specjalnie dla niego. Spędził w nim w sumie blisko rok. Jadł liofilizowaną żywność i latające ryby, które lądowały na jego łodzi. Na początku próbował pływać przywiązany do kajaku sznurem, ale szybko przestał, gdy dostrzegł płetwę rekina. Czasami przez wiele dni towarzyszyły mu drapieżne barakudy. Raz tuż obok jego łodzi wynurzył się wieloryb. Niesamowity widok. Mój kajak miał siedem metrów, a wieloryb ponad dwadzieścia „Przestałem wiosłować, poczułem jego wzrok. Wieloryby, to też ssaki, tak jak i my, więc znaleźliśmy wspólny język. Gapiliśmy się na siebie przez kilka minut. Następnie wieloryb przepłynął obok kajaka w odległości dwudziestu, może dwudziestu pięciu metrów, potem pokazał cały grzbiet z ogonem i zanurkował głęboko. Niesamowity widok, robiący ogromne wrażenie. Mój kajak miał siedem metrów, a wieloryb ponad dwadzieścia”. Atlantyk wzywa Aleksandra Dobę Pasja, która opanowała Aleksandra Dobę była szalenie niebezpieczna. Nie tylko ze względu na żywioły. Gdy próbował dopłynąć do źródeł Amazonki, dwa razy napadli go bandyci, ogołacając ze wszystkiego. Musiał przerwać wyprawę. W Trójkącie Bermudzkim podczas drugiej wyprawy przez Atlantyk wpadł w pułapkę wiatrową. Przez czterdzieści dni walczył, żeby się z niej wydostać. Gdy urwał mu się ster, 400 kilometrów płynął sterując tylko wiosłami, co przy tak dużym kajaku i silnym wietrze było katorgą. Wtedy też złamał się i dobił do brzegu, żeby naprawić kajak. Wszyscy odradzali mu trzecią wyprawę. Zamierzał płynąć bardzo na północ, gdzie ocean jest bardzo zimny i burzliwy. Oczywiście nie posłuchał. Żeby silne fale nie połamały mu kajaka, musiał ustawiać się do nich prostopadle. Pomagała mu w tym kotwica przywiązana z tyłu kajaka. Gdy w czasie sztormu pękła przytrzymująca ją lina, pełznął po burcie kajaka, żeby przywiązać nową. Cud, że fale go nie zmyły. Gdy urwała się z nim łączność, bliscy w Polsce myśleli, że już po nim. Gdy znów nawiązał kontakt, przysłał filmik nagrany telefonem. Wysłał go żonie, Gabrieli. "Za trzy tygodnie będę miał 71 lat", powiedział. "Jeśli przeżyję”. Wylądował na wybrzeżu Francji 3 września 2017 roku. Płynął z Nowego Jorku przez 110 dni. Samotność Aleksandra Doby Na wodzie wiele miesięcy z nikim nie rozmawia…. Wtedy śpiewał, gada… do siebie i krzyczał (ma osłabiony słuch), żeby się usłyszeć. Albo patrzył do lusterka, żeby zobaczyć ludzką twarz. Kochał samotność, potrzebował być sam ze sobą. „Takie wyprawy dają niesamowitą okazję do poznania siebie. Kiedy nic się nie dzieje i sobie spokojnie wiosłuję to myślę o wszystkim, o tym, co minęło, o tym się dzieje obecnie i o planach na przyszłość. Przebywam sam ze sobą”, powiedział w wywiadzie z Mariuszem Soltanifarem. Kocha samotność, potrzebuje być sam ze sobą Na lądzie czekała na niego żona Gabriela. Mają dwóch synów, Bartłomieja i Czesława oraz dwie wnuczki. Żona długo przyzwyczajała się do pasji Aleksandra. Przed pierwszą wyprawą przez Atlantyk groziła mu rozwodem. „Co zrobisz, gdy będziesz miał kryzys na środku oceanu?”, zapytała. „Nie będę miał kryzysu”, odpowiedział. Wiedziała, że go nie zatrzyma. Ale nie chciała być Penelopą czekającą na Odyseusza. Rzuciła się w wir pracy, jej pasją stała się opieka socjalna. Pomoc dla samotnych matek, ludzi gnębionych przez alkohol i bezdomność. Jej wydział rozrósł się do stu osób. „To mój Atlantyk!, śmiała się. Ale gdy wyruszył po raz trzeci, była wkurzona. Czy teraz koniec jej udręk? Czy Aleksander Doba, kajakarz z tytanu, zostanie w domu? Elizabeth Weil, autorka reportażu w New York Times Magazine zostawia czytelnika w niepewności. „Wyprawa” - powiedział mi. „Na kajaku. Przez ocean. Na razie nie planuję”. Potem dodał: „Ale lubię żeglować". Niestety dziś poinformowano o śmierci Aleksandra Doby. Rodzinie i najbliższym składamy głębokie wyrazy współczucia... Fot. East NewsFot. REPORTER Na oceanie nie ma ciszy to historia Aleksandra Doby, emerytowanego inżyniera mechanika, który został Podróżnikiem Roku 2015 National Geographic. W ciągu 166 dni pokonał ponad 12 tys. km kajakiem z Lizbony do New Smyrna Beach na Florydzie. Walczył z awariami, przeciwnymi wiatrami i dziewięciometrowymi falami. O Aleksandrze Dobie po raz pierwszy usłyszałem kilka lat temu, gdy internet obiegła wiadomość, że pewien sześćdziesięciokilkuletni pan z Polski po raz drugi samotnie pokonuje kajakiem Atlantyk. W ostatnim czasie dokonał tego ponownie, w dodatku znacznie trudniejszym, północnym szlakiem. Miałem przyjemność uczestniczyć w spotkaniu z tym wybitnym podróżnikiem, które promowało nadchodzący film Happy Olo – pogodna ballada o Olku Dobie. 8109 kilometrów, 2640 godzin spędzonych na oceanie, 550 wypitych kaw i 11 zrzuconych kilogramów – to kilka najciekawszych statystyk podsumowujących wyprawę zakończoną 3 września 2017 roku. Trasa trzeciej transatlantyckiej przeprawy prowadziła z Barnegat Light w amerykańskim stanie New Jersey do portu La Conquent we Francji i stanowiła powtórkę nieudanego, ubiegłorocznego rejsu, który zakończył się przedwcześnie ze względu na problemy techniczne. Tym razem również nie obyło się bez trudności, z których największymi były liczne sztormy napotkane na oceanie, wiatr utrudniający dostanie się na upragniony prąd morski Golfsztrom, a także uszkodzony ster siedmiometrowego kajaku, którego naprawa była możliwa tylko dzięki pomocy przepływającego nieopodal statku. Jednak pomimo przeciwności losu wyprawę udało się dokończyć, a Aleksander Doba zgodnie z planem na kilka dni przed swoimi 71. urodzinami stanął na suchym lądzie kontynentalej Europy. Chociaż trzecia wyprawa od początku określana była jako znacznie trudniejsza od poprzednich, to warto w tym miejscu przypomnieć także te wcześniejsze. W pierwszym przypadku trasa prowadziła z położonego w zachodniej Afryce Senegalu do Acarau w Brazylii (5350 kilometrów, 99 dni), w drugim – z Lizbony na Florydę (12 427 kilometrów, 167 dni). Osiągnięcia te pozwoliły przybliżyć postać popularnego “Ola” szerszej publiczności, a także zdobyć tytuł Podróżnika Roku 2015 amerykańskiego magazynu National Geographic. Dziś jego poczynania śledzą w internecie dziesiątki tysięcy ludzi, co było dla mnie bardzo widoczne, gdy obserwowałem postępy najnowszej wyprawy na Facebooku. Regularne aktualizacje statusu podróży, a także zdjęcia i mapy publikowane przez zespół „Olka” pozwalały dokładniej zrozumieć skalę tego przedsięwzięcia. Fakt ten zwraca uwagę na często pomijany aspekt podróżniczej działalności Doby, czyli niezwykle solidne i długotrwałe przygotowania jego wypraw, w które zaangażowany jest sztab ludzi i bez których końcowy sukces nie byłby możliwy. Każdorazowe wyruszenie na otwarty ocean wymaga bowiem setek porcji specjalnie przygotowanego jedzenia, precyzyjnych danych nawigacyjnych i meteorologicznych, a także szeregu instrumentów i urządzeń pozwalających na przetrwanie samotnego, kilkumiesięcznego rejsu. Sukces trzeciej i ostatniej transatlantyckiej wyprawy Doby stanowił idealne tło dla produkowanego od kilku lat filmu ukazującego jego doświadczenia. Fabularyzowany dokument „Happy Olo – pogodna ballada o Olku Dobie” zadebiutuje w wybranych kinach już 29 września 2017 roku i jak zapowiadają jego twórcy – zobrazuje niesamowitą historię, która zainspiruje widzów w każdym wieku. Zdjęcia z wyprawy: Joanna Konefał-Pycior, Robert Krawczyk
Pomiędzy zawodami w kajakarskim slalomie, postanowiła skorzystać z okazji, aby zmierzyć się z wodospadem w dwójce, w której towarzyszył jej Mike Roy. Opowiedziała nam o tym. „Huka Falls
- To jest wielka „farajda” móc pływać kajakiem po oceanie – mówi Aleksander Doba, podróżnik i wyjaśnia jak będzie wyglądał jego dzień – Ja nie mam wyznaczonego rytmu dobowego, nie ustalam kiedy jem śniadanie, obiad. Ja się wsłuchuje w rytm mojego organizmu, jak się czuje głodny to jem, jak mi się chce spać to śpię – planuje maksymalnie wykorzystać czas wyprawy, jak powiedział zamierza wiosłować przez 12 godzin. Kiedy dotrze do Europy nie jest dokładnie pewne. Szacuje się, że przepłynięcie oceanu zajmie 3-4 miesięcy. W tym czasie Aleksander Doba nie będzie się nudził i nie będzie Bardzo ciekawe jest to, że nawet na środku Atlantyku ptaki do mnie przylatywały na odpoczynek. Jak były silniejsze wiatry na noc przylatywały a w dzień odlatywały. Nawet takie przyjazne były, że niektóre mi na dłoni siadały, wspaniałe uczucie – wspomina to nie tylko piękne widoki, ale to też żywioł. Co ze sztormem? Tego polski podróżnik się nie boi. – Ja mam kajak bardzo dzielny. W ostatniej wyprawie między Europą a Ameryką Północną miałem osiem sztormów. Duży sztorm gnębił mnie przez trzy doby. Teraz ma być ciekawiej, bo wody są zimniejsze i jest większa możliwość wystąpienia cięższych i silniejszych sztormów. Będzie ciekawie na pewno – w Europie będzie można przywitać podróżnika? To jeszcze nie jest pewne. Aleksander Doba planuje dopłynąć do Hiszpanii a dokładnie do Lizbony. 29 maja wyruszy z Nowego Jorku. Wszelkie informacje opublikowane na DELFI zabrania się publikować na innych portalach internetowych, w mediach papierowych lub w inny sposób rozpowszechniać bez zgody DELFI. Jeśli zgoda DELFI zostanie uzyskana, trzeba obowiązkowo podać DELFI jako źródło.
1-866-POLIMEX (765-4639) Email. parcel@polimex.com. Toronto. 141 Roncesvalles Ave. Phone: (416) 537-0000. Mississauga East. 3615 Dixie Rd. Unit 11. L4Y 4H4.
O projekcie fot: Ricardo Bravo, Canoe & Kayak/Canoandes Przepłynąć kajakiem Ocean Atlantycki? Polak Potrafi! Czemu nie! Niesamowite wyczyny Olka Doby są potwierdzeniem tego hasła. Najnowsze wieści od Olka Doby (10 marca 2014): "Po awarii steru musiałem dopłynąć do najbliższego lądu w celu naprawy. Do Bermudów miałem 200 mil morskich (około 370 km). Dopłynąłem tu samodzielnie cofając się na wschód i płynąc dalej na północ niż zamierzałem. Życzliwi ludzie sprawili, że już następnego dnia po wylądowaniu na Bermudach ster miałem naprawiony. Niestety nie mogłem wypłynąć z Bermudów samodzielnie, bo tu wiatry z południa, które trzymały mnie w Trójkącie Bermudzkim ponad miesiąc są silniejsze. Moim zamiarem od początku było znalezienie transportu około 330 Nm na południe, abym znalazł się poza strefą silnych wiatrów południowych, lecz tuz koło mojej "starej trasy". Po pożegnaniu statku sam powinienem przepłynąć nad "starą trasą" i zmierzać do czas intensywnie z Piotrem Chmielinskim szukamy możliwości transportu na rozsądnych warunkach (nie za cenę 40 000 dolarów, jakie tu padają).Aktualnie negocjujemy kilka wariantów. Mogę napisać, ze chyba w marcu jeszcze uda mi się wypłynąć z Bermudów na południe na pokładzie jakiegoś statku." Jaki jest cel projektu? Wsparcie Drugiej Transatlantyckiej Wyprawy Kajakowej Olka Doby. Wyprawa już trwa! Od niemal 140 dni Olek płynie samotnie kajakiem przez Ocean Atlantycki. Postanowił przepłynąć go w najszerszym miejscu. Od 5 października 2013 płynie kajakiem z Lizbony w Portugalii, na Florydę w USA. W sumie około 9000 kilometrów bez zawijania do portów i bez jakiegokolwiek wsparcia z wody lub powietrza! Oznacza to kilka miesięcy w specjalnie przygotowanym na wyprawę oceaniczną kajaku, niebywałe zmagania z naturą, techniką, a także własną wytrzymałością i silną wolą. 17 lutego minęło 135 dni samotnego wiosłowania Olka! Dlaczego Olek potrzebuje naszego wsparcia? Do Wybrzeży USA ma jeszcze ok 1000 km, jednak od dłuższego czasu w rejonie trójkąta bermudzkiego, w którym się znajduje, panują ciężkie warunki atmosferyczne. Kajak jest spychany w głąb Oceanu. 13 lutego Olek wysłał wiadomość o uszkodzonym sterze. Być może uda mu się w najbliższym czasie dopłynąć do Bermudów i tam naprawić ster, a potem kontynuować wyprawę. fot: Ricardo Bravo, Canoe & Kayak/Canoandes Uszkodzony ster, naprawa kajaka, kolejny abonament na telefon satelitarny i przedłużająca się wyprawa to dodatkowe koszty finansowe. Pomóżmy więc Olkowi dokonać niesamowitego wyczynu. Mimo problemów, z którymi boryka się przez ostatnie tygodnie próbując zbliżyć się do amerykańskiego wybrzeża, nie wspomina słowem o zmęczeniu, nieodmiennie emanuje od niego entuzjazm i wiara w osiągnięcie celu. fot: Ricardo Bravo, Canoe & Kayak/Canoandes Kim jest Olek Doba? Ma 67 lat, a zamiłowanie do wiosłowania pielęgnuje od ponad 30 lat. Przepłynął - Polskę po przekątnej z Przemyśla do Świnoujścia - 1189 km w 13 dni (1989 rok) - Nysę Łużycką od styku granic Polski, Czechosłowacji i Niemiec, aż do ujścia Odry, którą wrócił do Polic (1991 rok) - jako pierwszy w historii przepłynął wzdłuż całego polskiego wybrzeża (1991 rok) - pokonał kajakiem całą Wisłę (1992 rok) - kajakiem przez Niemcy i dookoła Danii z Polic do Polic - 55 dni, 2719 km (1998 rok) - kajakiem dookoła Bałtyku z Polic do Polic - 80 dni, 4227 km (1990 rok) - kajakiem za Koło Podbiegunowe północne z Polic do Narwiku - 101 dni, 5369 rok (200 rok) - jako pierwszy kajakarz opłynął Bajkał - 41 dni, 1954 km (2009 rok) fot: Ricardo Bravo, Canoe & Kayak/Canoandes W 2011 roku Olek przewiosłował 5400 kilometrów i spędził niemal 100 dób na oceanie. Było to pierwsze w historii przepłynięcie Atlantyku przez samotnego kajakarza i pierwsza Wyprawa Transatlantycka Olka Doby. Olek śpiący w kabinie kajaka, widok przez otwarty właz. (fot: Ricardo Bravo, Canoe & Kayak/Canoandes) Organizatorem akcji wspracia dla Olka Doby na portalu i fundatorem nagród jest Wydawnictwo Bezdroża, wydawca książki Aleksandra Doby dotyczącej Pierwszej Transatlantyckiej Wyprawy Kajakowej pt. Olo na Atlantyku. Kajakiem przez ocean. Wszystkie zebrane na PolakPotrafi fundusze zostaną przekazane na konto Olka! Wyprawa Aleksandra Doby nie byłaby możliwa bez pomocy Gminy Police oraz żeglarza Andrzeja Armińskiego, który w swojej stoczni wybudował dla niego kajak "Olo". Andrzej Armiński jest też głównym sponsorem i strategiem, codziennie analizuje sytuację pogodową i wysyła Olkowi podpowiedzi. Olka wspiera również Piotr Chmieliński - kajakarz, który w latach 1985-86 jako pierwszy w świecie przepłynął największą na Ziemi rzekę - Amazonkę. Media o Twoim projekcie:
Jest nim Piotr Chmieliński, Polak mieszkający w Stanach Zjednoczonych. W ciągu 7 miesięcy pokonał 6 000 km. Śmiałkowie chcący powtórzyć jego wyczyn, muszą przygotować się na przedzieranie się z kajakiem przez najwyższe góry zachodniej półkuli, wąwozy, puszcze i meandry Amazonki. Ale za to miejsce w annałach zapewnione! O projekcie 02-04-2016, 23:01 - Dziękuję, udało nam się zebrać nie 50 000 zł ale już 57 000 zł- dopływamy do 120 %..Bardzo dziękuję! Dzięki Wam płynę bezpiecznie..! 25-03-2016, 23:25 - Moi drodzy, jesteśmy bardzo blisko! Jeszcze chwila i przekroczymy magiczną kwotę. Dziękuję!!!! 23-03-2016, 16:58 - Kochani, 46 000 zł!? Czy to możliwe? :) BARDZO, BARDZO dziękuję!! Uda się, płyniemy razem! 22-03-2016, 11:34 - Kochani, mamy 38 500 zł!!! To niewiarygodne, jak szybko odpowiedzieliście na mój apel!! BARDZO, BARDZO dziękuję!! Jesteście wspaniali! Ale będzie mi się cudownie wiosłować na oceanie wiedząc, że tyle osób za mną stoi!!!! 15-03-2016, 10:04 - Witajcie, witajcie!!! Jeden dzień i już tyle osób jest ze mną! Bardzo Wam dziękuję. Dzięki takiemu wsparciu szybciej mi idą przygotowania do wyprawy! Bardzo się cieszę i jestem super zmotywowany do działania! 14-03-2016, 17:24 - Kochani! Przekroczyliśmy kwotę 6000 zł. Jestem pod ogromnym wrażeniem, że tak szybko reagujecie na moją prośbę o wsparcie. Dziękuję tym, którzy już wsparli i tym, którzy pewnie nie zapomną o mnie, gdy wrócą z pracy do domu ;-)). Czy można przepłynać kajakiem ocean? Czy można zrobić to więcej niż jeden raz?Woda na oceanie najczęściej jest gładka a jego środek piękny i bezkresny. Wszystko inaczej tam smakuje, czasem nawet lepiej niż na lądzie. Wyostrzają się zmysły, wyobraźnia pracuje. Kawa tylko trochę za bardzo słona, bo sól lepi się do wszystkiego, najbardziej do wąsów. Czasem przychodzi sztorm, ale zapowiada się dużo wcześniej więc nigdy mnie nie zaskoczy...Ocean żyję, zawsze, ciągle, jest wspaniały..! Fot. Nicola Muirhead Mam plan znów na nim się znaleźć i pozdrowić wszystkich z jego pięknego środka. Celem mojego projektu jest trzecia, samotna wyprawa kajakiem przez ocean Atlantycki. Po raz trzeci, ale pierwszy raz drogą północną z kontynentu na kontynent. Jeśli to zrealizuję będę pierwszym Polakiem i pierwszym człowiekiem w historii, który tego dokona. Będzie to wyjątkowa, trudna, ale ekscytująca wyprawa. Dusza odkrywcy i podróżnika to czasem brzemię, bo nie pozwala długo usiedzieć w jednym miejscu ;-). Czuję, że wzywają mnie bezkresne wody. Dlatego zdecydowałem się na kolejną wyprawę. Chciałbym przepłynąć ocean Atlantycki z Ameryki Północnej (Nowy Jork) do Europy (Lizbona). Takie nasze polskie „tam i z powrotem”. Chciałbym też, by każdy w Was był częścią tej wyprawy. Pokażmy, że Polak potrafi dokonać niemożliwego nie tylko dla siebie, ale też dla innych! Zapraszam Was na wspólną wyprawę! Bez Was takie przedsięwzięcie nie będzie możliwe.... fot. Michał MutorData w dowodzie mówi, że w tym roku skończę 70 lat, ale coś Wam zdradzę – czuję się czasami jak nastolatek. Chyba licznik mi się zaciął i mój duch się nie starzeje, choć wygląd zdradza, że już trochę żyję na tym świecie. Chęć poznawania świata zaszczepili we mnie rodzice. Miałem bardzo dużo zainteresowań, do których czasem wracam. Kajakarzem zostałem dość późno, bo po trzydziestce, ale pokochałem ten sport momentalnie i tak już zostało. To moja największa pasja, moje życie, moje marzenia, które konsekwentnie spełniam. Marzenia to moja siła napędowa, więc wszystkim powtarzam – nie bójcie się marzyć! Życie jest zbyt krótkie, by pić tanie wino :-). Jestem dumny z tego, że jestem Polakiem i że dzięki moim wyprawom mogę rozsławiać imię Polski na całym świecie. Jestem też dumny z wyjątkowego odznaczenia jakie otrzymałem rok temu z rąk Prezydenta Polski. Jest nim Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. Moje wyprawy to też to ciężka praca moich przyjaciół, rodziny, braci kajakarzy. Jestem też wdzięczny Wam wszystkim, którzy swoim słowem wspieracie mnie w realizacji moich ambitnych planów. Bardzo cieszę się, że moje dokonania niektórych motywują. Lepiej możecie mnie poznać na moim fanpejdżu i stronie www. Cieszę się również, że w zeszłym roku zainspirowałem całą masę wspaniałych ludzi, dzięki których głosom otrzymałem tytuł Podróżnika Roku 2015 National Geographic. Więcej możecie o tym poczytać tutaj: Adventure National Geographic. A wcześniej, bo w 2013 roku zostałem również uhonorowany Super Kolosem - najbardziej prestiżowym wyróżnieniem podróżniczym w Polsce ;-)! Pomysł na realizację tak śmiałego zadania zrodził sie już dawno, kilka lat temu. Moje wieloletnie doświadczenie kajakarsie oraz liczne dokonania na różnych wodach Europy i świata, pozwalają mi planować kolejne tak wymagające wyprawy. W swoim życiu samotnie już dopłynąłem kajakiem z Polic za Koło Podbiegunowe Pólnocne do Narwiki w Norwegii, w ciągu 41 dni samotnie kajakiem opłynąłem Bajkał w Rosji, najbłębsze jezioro na Ziemi, Magiczne Morze Syberii. I mam też za sobą już dwie samotne transatlantyckie wyprawy kajakiem!! Moja trzecia wyprawa jest konsekwencją wcześniej ustalonego planu - przepłynięcia Atlantyku w 3 odcinkach: najwęższym, najszerszym i północnym. Ten ostatni odcinek zamierzam teraz pokonać. I WYPRAWA TRANSATLANTYCKA- za pierwszym razem przepłynąłem ocean w jego najwęższej części, płynąc z Senegalu do Brazylii - 5 394 km i zajęło mi to 99 dób. II WYPRWA TRANSATLANTYCKA-na drugą wyprawę wybrałem najszerszy odcinek Atlantyku i w ciągu 167 dni przepłynąłem z Europy (Lizbona) na Florydę (USA), pokonując tym samym 12 427 km w ciągu 167 dób. Postanowiłem popłynąć jeszcze raz również dlatego, że jeszcze raz chciałbym zrobić coś historycznego, pokazać, że można spełniać najbardziej niemożliwe marzenia. Tym samym stać się inspiracją dla wielu młodych i starszych ludzi w Polsce i na świecie. III WYPRAWA TRANSATLANTYCKA - NOWY JORK - LIZBONA - dzięki Waszej pomocy już w maju! Przygotowuje się do niej od dawna. Założenia są takie same, jak przy poprzednich dokonaniach. Wyprawa ma być samodzielna, samotna, bez pomocy z zewnątrz, kajakiem między kontynentami, używając wyłącznie siły własnych mięśni. Tym razem po zimniejszych wodach, gdzie zarówno częstotliwość, jak i siła sztormów jest większa, co czyni tę wyprawę trudniejszą od wypłynąć 14 maja 2016 roku z Nowego Jorku, by po około czterech miesiącach zawitać do stolicy Portugalii. W Lizbonie chciałbym być 9 września – dokładnie w moje urodziny. Będę musiał się spieszyć! Chociaż dryf od wiatrów i znos od prądów będą ściągać mnie w inną stronę, mam jednak nadzieję, że przyjaciele będą czekać z tortem na mnie w Europie ;-). fot. Piotr ChmielińskiPrzez te 4 miesiące będę sam na oceanie. Może i sam, ale nie samotny. Wierzę, że będą ze mną wszyscy, którzy trzymają kciuki za tę wyprawę - że będziecie ze mną Wy. Mój kajak jest jednoosobowy, ale wirtualnie chciałbym zabrać do niego każdego z Was. Towarzystwa dotrzymają mi również rekiny, wieloryby, latające ryby, żółwie i inne wodne stworzenia. Jednak bez Waszej pomocy mogę nie dać rady. Będzie to jedyne takie dokonanie w historii. Jeszcze nikt wcześniej nie przepłynął Atlantyku kajakiem trasą północną z kontynentu na kontynent. Dzięki Wam będę mógł zrealizować największe marzenie mojego życia. Już nie mogę się doczekać, kiedy wypłynę i poczuję znów kołysanie fal. Obiecuję też, że góry lodowe będę omijać, by szczęśliwie dotrzeć do celu ;-)! Zapraszam Was! Popłyńcie ze mną w mojej kolejnej, wspaniałej wyprawie. Trasę zamierzam przepłynąć tym samym oceanicznym kajakiem, który towarzyszył mi już dwukrotnie. Jest to wyjątkowy kajak, wymyślony i zaprojektowany specjalnie dla mnie i z myślą o takich wyprawach. Powstał w stoczni Andrzeja Armińskiego. Ma dwie podstawowe cechy: jest niezatapialny i nie może pływać dnem do góry. Fot. Marcin Kowalik Konstrukcja typu "sandwich"" to dwie ścianki powstałe ze specjalnego włókna węglowego przesączonego żywicą. Między nimi znajduje się przekładka o grubości 0,9 mm, która zrobiona jest z bardzo lekkiego, sztywnego materiału nienasiąkliwego wodą. Sam kadłub, gdyby był zanurzony w wodzie, nigdy nie zatonie, zawsze wypłynie. Kajak ma kilka komór zastosowaniu odpowiedniej konstrukcji oraz mieczowi, zrobionego z blachy kwasoodpornej (grubość miecza 12 mm, szerokość 200 mm, głębokość w wodzie 750 mm), kajak nie może pływać do góry dnem. To wszystko sprawia, że w moim kajaku mogę czuć się bezpiecznie również i w tej wyprawie. KAJAK "OLO"- długość kajaka 7 m, szerokość 1 m, waga 750 kg (razem z wyposażeniem) Nie tak prosto, ale da się! Na oceanie starałem się spać zawsze w ciągu nocy. Jednak sen nie był łatwy. Wiadomo, nie miałem wygodnego łóżka, ale radziłem sobie. Moja drzemka w kilkuminutowych cyklach przerywana była nierównym rytmem fal. Oczywiście podczas sztormów próby drzemki były bezskuteczne. Z jedzeniem też sobie radziłem. Miałem ze sobą znaczne ilości żywności liofilizowanej. Jak będziecie miec okazję to skosztujcie - bigos naprawdę smakuje jak bigos! Wyobraźcie sobie postepujące zmęczenie z powodu braku porządnego snu, czy też braku ciepłego domowego obiadu. Jednak nigdy przez tyle dób, jakie spędziłem na ocanie - w jednej czy w drugiej wyprawie - nie miałem chwili zwątpienia. Wiedziałem po do i dlaczego to robię. Fot. Nicola Muirhead Jestem emerytem i trudno mi zebrać wystarczające środki materialne. Nie, żebym nie próbował – walczę o moje marzenie każdego dnia, oszczędzając, szukając sponsorów i nawiązując partnerstwa. Budżet całej wyprawy to blisko 400 000 zł. Ogroną część tej kwoty stanowią koszty związane z wykupieniem, wyposażeniem i ubezpieczeniem kajaka. Dużą część już udało mi się zebrać. Jednak czas mnie goni a przede mną bardzo ważna sprawa - modernizacja i doposażenie kajaka. Jest to ważna rzecz, bym mógł bezpiecznie przepłynąć ocean. Potrzebuję min. 50 000 zł na to, by zakupić niezbędne sprzęty, między innymi: . odsalarka elektryczna Katadyn E-40 20 000 PLN . AIS – system ostrzegający o możliwości kolizji 17 000 PLN . panele słoneczne 7 000 PLN . trzy sygnalizatory GPS 4 000 PLN . dwa radiotelefony UKF 2 000 PLN Jeśli uda mi się uzbierać: 100 % - to dzieki Tobie będę mieć potrzebne i niezbędne sprzęty, by przeżyć tę wyprawę bezpiecznie i z wodą pitną na pokładzie kajaka! 120 % - dzięki Tobie będę mógł zakupić drugi telefon satelitarny, rakiety spadachronowe, dodatkowe dryfkotwy, pochodnie sygnalizacyjne! 140 % - dzięki Tobie nie będę musiał martwić się o pokrycie kosztów spedycyjnych kajaka i całego sprzętu do Ameryki oraz potem, po moim szczęśliwym dopłynięciu, z Lizbony do Polski. Dzięki Tobie będę mógł zakupić dodatkowe ubezpieczenie! Jeśli nie zbiorę potrzebnej kwoty - cóż mam alternatywny plan na wzięcie kredytu i potem spłacanie go do końca życia :-).Jestem jednak dobrej myśli i wierzę mocno, że mogę na Ciebie liczyć. Zwracam się do Ciebie z ogromną prośbą o wsparcie mnie w tej wyprawie. Chciałbym, byś była/był jej częścią, byśmy mogli razem dokonać znów czegoś niemożliwego. Potrzebuję Ciebie, sam tego nie dokonam. To jest nasz wspólny cel i jeśli plan zrealizujemy to będzie to znów pierwszy taki sukces. Znów rozsławimy Polskę i będziemy dumni, że mogliśmy być razem. Fot. Nicola MuirheadPotrzebuję nie tylko Twojego materialnego wsparcia ale też duchowego - słowem, dobrą myślą. Wówczas tam na oceanie będę miał więcej sił, by wiosłować dla siebie, dla Ciebie, dla Polski :-) Bądź ze mną! Sami zobaczcie - kto za tym stoi :-)) Bardzo chciałbym abyście Wy również byli częścią mojej wyprawy! Każda osoba, która zechce wesprzeć mnie w realizacji mojej wyprawy otrzyma przede wszystkim ogromną wdzięczność płynącą z samego środka mojego serca. Kolejne to.....zresztą sami zobaczcie.... Część nagód otrzymacie już nawet w maju, pozostałe będę przesyłane na bieżąco podczas mojej wyprawy, a niektóre będą zrealizowane po moim szczęśliwym powrocie do kraju. Ale wszystkich Was, wspierających lub nie, zawsze miło powitam i uścisnę dłoń. Dziękuję, że zwróciliście uwagę na moją historię. Oto przykładowe nagrody: Dziękujemy: KONTAKT Mail: magdalena@ Facebook: Strona www: Media o Twoim projekcie:
\n\n \n \n \n\npolak na kajaku przez atlantyk
Książka graficzna „Doba na oceanie. Jak przepłynąć Atlantyk kajakiem?” to fascynująca opowieść o wyprawach przez Atlantyk Aleksandra Doby, polskiego kajakarza, który jako pierwszy człowiek w historii przepłynął ocean kajakiem, z kontynentu na kontynent. Przeczytacie, jak zaplanować transatlantycką ekspedycję kajakową Opublikowano: 2014-04-18 11:55:51+02:00 · aktualizacja: 2014-04-18 12:03:18+02:00 Dział: Lifestyle Lifestyle opublikowano: 2014-04-18 11:55:51+02:00 aktualizacja: 2014-04-18 12:03:18+02:00 PAP/Piotr Chmieliński 67-letni Olek Doba, który od października samotnie płynął z Lizbony kajakiem przez Ocean Atlantycki, dobił w czwartek wieczorem do brzegów Florydy, szczęśliwie pokonując trasę ok. 9 tys. km - poinformował jego przyjaciel, także kajakarz Piotr Chmieliński. To pierwsze przepłynięcie kajakiem z kontynentu europejskiego do Ameryki Północnej — powiedział Chmieliński. 67-letni Aleksander Doba, emerytowany inżynier mechanik z Polic koło Szczecina i kajakarz z pasji, zmierzył się z Atlantykiem po raz drugi. W 2011 r. jako pierwszy człowiek samotnie przepłynął Atlantyk kajakiem, wykorzystując jedynie siłę własnych mięśni. Wówczas przepłynął ocean w najwęższym miejscu, płynąc z Afryki do Brazylii. Tym razem przepłynął ocean w najszerszym miejscu: płynął z Lizbony na Florydę w USA. Doba dopłynął do brzegów Florydy w czwartek o godz. 20:05 czasu lokalnego. Obecnie znajduje się w porcie na przylądku Canaveral, na południowo-wschodnim wybrzeżu USA, we wschodniej części półwyspu Floryda. Oficjalnie zakończył już wyprawę; dopłynął bowiem do kontynentu północnoamerykańskiego, ale wciąż nie opuścił kajaku. Chce przepłynąć jeszcze 60 km do miasteczka New Smyrna Beach, gdzie czeka na niego uroczyste przyjęcie. W prostej linii Doba pokonał ok. 9 tys. km, ale jak szacuje Chmieliński zrobił dodatkowo około 2-3 km, gdyż przez pierwsze miesiące wyprawy sztormy w trójkącie bermudzkim spychały go z trasy; a jego kajak kręcił się w kółko i robił pętle. To była niemożliwa do wyobrażenia wyprawa, by na 7-metrowym kajaku pokonać Atlantyk — mówi Chmieliński. Kajakarz rozpoczął wyprawę 5 października w Lizbonie, wyposażony w zapasy specjalnej suchej, kalorycznej żywność na 6 miesięcy. Planował dopłynięcie do Florydy już w połowie lutego, ale w styczniu ciężkie wiatry i prądy, zupełnie nietypowe jak na tę porę roku, zaczęły go spychać i zawracać w stronę Afryki. Przeszedł pięć sztormów i jeden z nich spowodował zerwanie steru, a bez steru sterowność kajaku jest minimalna. Ale nie pozwolił sobie na ściągnięcie. Po 144 dniach od rozpoczęcia wyprawy bez żadnej asysty Olek dopłynął do Bermudów — opowiada Chmieliński. Tam ster naprawiono i po miesiącu Doba został przetransportowany i zwodowany dokładnie w tym miejscu, gdzie zerwał mu się ster. Na tym nie koniec niespodzianek. W czasie wodowania załamały się tzw. skrzydła kajaku, dzięki którym trzymał się w odpowiedniej pozycji i był niezatapialny. Ale Doba zdecydował dokończyć wyprawę bez skrzydeł, co zwiększyło niebezpieczeństwo wywrotki, ale z drugiej strony kajak mógł szybciej płynąć. To pokazuje jego determinację i osobowość. Potrafi znaleźć wyjście z każdej sytuacji. Mówi, że w jego rodzinie ludzie żyje po sto lat. Ma więc przed sobą jeszcze 30 lat kajakowania i mam nadzieję, że nie zabraknie mu oceanów” - nie ukrywa podziwu dla kolegi Chmieliński. Przez całą wprawę byli w kontakcie za pomocą telefonu satelitarnego. Wysyłali smsy. „Pisałem mu o rewolucji na Ukrainie czy śmierci Nelsona Mandeli — opowiada. Natomiast informacje techniczne i o pogodzie podawał mu Andrzej Armiński, główny strateg wyprawy, którego stocznia wybudowała kajak, nazwany „OLO”. Doba zaczął przygodę z kajakiem dopiero w wieku około 40 lat. Zanim zmierzył się z Atlantykiem, przepłynął wzdłuż i wszerz Polskę; opłynął też kajakiem Morze Bałtyckie i Bajkał. MG/PAP Publikacja dostępna na stronie: Zygmunt Miłoszewski jest jednym z sześciorga uczestników emitowanego na antenie TVN-u programu "Przez Atlantyk" – Wiadomo, że za każdym razem po premierze mojej książki, przeczytam po
Agata Loth-Ignaciuk i Bartłomiej Ignaciuk po raz kolejny sięgnęli do życiorysu niezwykłego Polaka, by stworzyć książkę, pokazującą najmłodszym czytelnikom, że nie ma rzeczy niemożliwych. Poprzednio pokazywaliśmy Wam biografię Marka Kamińskiego ich autorstwa, która zrobiła na nas naprawdę piorunujące wrażenie. Dziś sięgnęliśmy po drugi tytuł z serii „Niezwykłe wyprawy i wyczyny”. Tym razem wraz z Aleksandrem Dobą przepłyniemy Atlantyk. Kajakiem! I to… trzykrotnie! . Zajrzyjcie razem z nami do książki „Doba na Oceanie”. Zapraszamy do recenzji Czytelniczego Podwórka! O ile książka, poświęcona wyprawom Marka Kamińskiego, opowiadała o jego podróży w porządku chronologicznym, o tyle opowieść o Aleksandrze Dobie jest uporządkowana zupełnie inaczej. Owszem, znajdziecie tu rozdziały, będące poniekąd wstępem do dalszej historii. Dzieci przeczytają tam jak wyglądały przygotowaniach do wyprawy przez Atlantyk od pomysłu po wodowanie kajaku. Zobaczą jak niezwykle trudne jest kompletowanie ekwipunku, który z jednej strony musi zmieścić się do niewielkiego kajaku, z drugiej zaś musi zawierać wszystkie niezbędne sprzęty, pozwalające przetrwać w dość specyficznych warunkach. Jakie pożywienie zabrał ze sobą Olek? Po co były mu ręczne odsalarki, skoro zabrał elektryczną? I dlaczego po drodze okazało się, że wziął za mało baterii AA? Jeśli przed urlopem wydaje się Wam, że pakowanie bagażu przypomina misję specjalną, to ta książka wyprowadzi Was z błędu 😉! Gdy Aleksander Doba w Olo, swoim kajaku, zaczął samotnie przemierzać Atlantyk, rozpoczynając I Transantlantycką Wyprawę Kajakową, książka zmienia sposób prezentacji treści. Od teraz poszczególne wyprawy będą się przenikać, by pokazać dzieciom w sposób najbardziej ciekawy i atrakcyjny trudy, uroki i fenomen przygód Olka. Najpierw przeczytacie o niezwykłych spotkaniach, które sprawiały, że odważny Polak zawsze mógł liczyć na towarzystwo. Przyjrzycie się chwilom grozy, gdy ogromny kontenerowiec niemal stratował polskiego podróżnika. Poznacie delfiny-łobuzy, które narobiły hałasu w środku nocy oraz rekina, od którego Aleksander Doba odganiał się…wiosłem! W dalszej części zobaczycie, jak wyglądała codzienność podczas każdej w transatlantyckich podróży. Jak parzy się kawę środkowoatlantycką? Czym jest latające sushi? I dlaczego fale wcale nie kołysały Olka do snu? O tym przeczytacie właśnie w książce „Doba na Oceanie”! Przyznam, że do gustu najbardziej przypadły mi końcowe rozdziały. Dlaczego? Trzymają one czytelnika w napięciu, które roście z każdą kolejną stroną! To właśnie tu przeczytacie o tym, jak wielkim żywiołem jest woda. Dlaczego w czasie burzy Aleksander Doba mógł walczyć z falami, a podczas sztormu zmuszony był poddać się i schować w kokpicie? I jakie ulepszenie wprowadził, by w dalszej wyprawie móc kontrolować kurs nawet w czasie ogromnej wichury? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie właśnie w tej części tekstu. Jeśli jednak myślicie, że wiatry, sztormy i nieprzyjazne prądy były jedynymi przeciwnikami podróżnika, to jesteście w błędzie! Przyznam, że do tej pory myślałam, że tylko mi zdarzają się dziwne wypadki i awarie, które są wręcz niemożliwe z punktu widzenia rachunku prawdopodobieństwa. Jednak historia Olka i pewnej odsalarki pokazała mi, że powinnam uważać się za szczęściarę! „Doba na Oceanie. Jak przepłynąć Atlantyk kajakiem” to fenomenalna książka, która nie tylko pokazuje niezwykłe losy niezwykłego człowieka, ale także jest świetnym przykładem tego, że każdy z nas może spełniać swoje marzenia! W tej biograficznej opowieści znajdziecie wiele najciekawszych faktów z wszystkich wypraw transatlantyckich Aleksandra Doby. Dowiecie się jak działają różne sprzęty, które podróżnik musiał ze sobą zabrać. Poznacie nawet technologiczne szczegóły, które uczyniły jego kajak niezatapialnym. Przeczytacie o najbardziej zabawnych oraz tych najtrudniejszych momentach podróży przez Atlantyk. A wszystko to zostanie przedstawiony w niezwykle interesujący, lekki i jakże wciągający sposób. Całości zaś będą towarzyszyć proste, a jednocześnie jakże wymowne ilustracje. Muszę przyznać, że o przygodach Olka czytałam z ogromną przyjemnością i dużym zainteresowaniem. Jest to cudowna opowieść o sile spokoju i wytrwałości, pokazująca, że zawsze jest jakieś wyjście z opresji, nawet gdy jest się maleńkim człowiekiem na środku wielkiego Oceanu! Polecam książkę „Doba na Ocenie. Jak przepłynąć Atlantyk kajakiem” małym i dużym. Po tę opowieść możecie sięgać już z 6. latkami, ale gwarantuję, że będzie ona świetną rozrywką nawet dla dorosłych czytelników. Metryczka: autor – Agata Loth-Ignaciukilustrator – Bartłomiej IgnaciukWydawnictwo Druganoga Link do strony wydawnictwa: Zerknijcie także tu: Marek Kamiński. Jak zdobyć bieguny Ziemi… w rok – recenzja Zapraszamy na Czytelnicze Podwórko! Znajdziesz nas również na Facebooku!
Stanisław Hazner (zmienił nazwisko wraz z rodzicami na Hausner około 1930 roku, po emigracji do Stanów Zjednoczonych) w młodości był nauczycielem ludowym [1]. Już w 1921 roku planował przelot nad Atlantykiem z Ameryki do Europy (pierwszy przelot, Alcocka i Browna, przez Atlantyk nastąpił w 1919 roku) i myśl ta stała się jego celem
68-letni Aleksander Doba, kajakarz z pasji, został wybrany przez czytelników amerykańskiej edycji "National Geographic" Podróżnikiem Roku. Emerytowany inżynier mechanik z Polic jako pierwszy na świecie przepłynął kajakiem Atlantyk z Europy do Ameryki. Jak poinformowała centrala Towarzystwa National Geographic w Waszyngtonie, w plebiscycie na dziesięciu nominowanych osób, których wyprawy i przedsięwzięcia w dziedzinie ochrony przyrody, pomocy humanitarnej i sportu zyskały w ubiegłym roku największe uznanie, udział wzięła rekordowa liczba uczestników - ponad pół miliona. Najwięcej głosów, oddawanych od 6 listopada do 31 stycznia, otrzymał autor najdłuższej przeprawy kajakowej przez Atlantyk. - Każda z nominowanych osób ma w sobie gen przygody i z pasją spełnia swoje marzenia, na nowo definiując możliwości ludzkiego ciała i ducha – podkreśliła dyrektor wydawnicza "National Geographic Adventure" Mary Anne Potts. - To, że wyprawa Aleksandra Doby poruszyła tak wiele osób świadczy o tym, że w plebiscycie zwyciężyły doświadczenie i mądrość życiowa. Doba przypomniał nam wszystkim, że niezależnie od wieku, życie powinno być dla nas wielką przygodą - zaznaczyła. Policzanin, pierwszy Polak z tytułem Podróżnika Roku, spędził ponad sześć miesięcy w kajaku "Olo", wiosłując przez Atlantyk. Pokonał trasę około 12,4 tys. km. Wyruszył w drogę na początku października 2013 roku z Lizbony, a zakończył ją na Florydzie w kwietniu minionego roku. Pierwotnie zakładał przepłynięcie dystansu niespełna 9 tys. km. Jednak burze i awarie sprzętu zmusiły go do zmiany planu. Doba to dziś wyjątkowo energiczny 68-latek. Kajakiem pływa od 34 lat. Nie ma też powodów, by narzekać na zdrowie. - W młodości, jak jechałem do Turcji, zaszczepiłem się na cholerę. Od tego czasu żadna cholera mnie nie bierze. A na Atlantyku dwukrotnie zmagałem się z zapaleniem spojówek i solą na rękach. Z jedzeniem i piciem nie miałem problemów. Zaopatrzony byłem w produkty liofilizowane i odsalarkę. Najsmaczniejsze były jednak latające ryby. Osiągają prędkość ponad 70 km, uderzały w kajak i... jadłem je na surowo. Palce lizać! - wspomniał Doba w rozmowie z PAP. Jak podkreślił, miał bardzo bezpieczny kajak i trzy wiosła długości 2,70 m każde, ale gdy dopadał go sztorm, to pragnął, aby jak najszybciej się skończył. - Nie czułem zagrożenia, jednak w nocy nie udawały się nawet próby drzemki. Natomiast przy pogodnym niebie widziałem spadające meteory niczym gwiazdy. To był najlepszy czas na to, by pomyśleć życzenie. A że miałem ich sporo, więc często spoglądałem w sklepienie. A tak w ogóle, to warto marzyć, potem starać się je realizować i mieć wielką frajdę, satysfakcję z osiągnięcia celu - zaznaczył. Doba przyznał, że nie odczuwał samotności. Miał dwa telefony satelitarne i często rozmawiał. Jedyna przerwa trwała... 47 dni, gdy nie mógł nawiązać łączności. "National Geographic" organizuje plebiscyt na Podróżnika Roku od 10 lat. Zwycięzcą ubiegłorocznej edycji był kataloński lekkoatleta Kilian Jornet, który stworzył nową dyscyplinę sportową łączącą biegi przełajowe z alpinizmem, pobił wiele rekordów prędkości i przesuwał granice wytrzymałości ludzkiego organizmu w środowisku górskim. Lista nominowanych do tytułu Podróżnik Roku (poza Aleksandrem Dobą): Tommy Caldwell - wspinacz z Kolorado; w lutym 2014 roku dokonał pierwszego przejścia przez słynny masyw Fitz Roy w argentyńskiej Patagonii; Liz Clark - surferka-badaczka z południowej Kalifornii; przez ostatnie dziewięć lat mieszkała na małej żaglówce, pokonując trasę 25 tys. mil morskich na Pacyfiku w poszukiwaniu nieznanych miejsc do uprawiania surfingu; Kit DesLauriers - amerykańska narciarka wysokogórska z Wyoming, która poprowadziła zespół narciarzy i naukowców w Góry Brooksa na Alasce w celu zbadania zmian zachodzących w lodowcach i ustalenia danych wyjściowych dla tego regionu; Will Gadd i Gavin McClurg - na paralotniach przelecieli nad pasmem Canadian Rockies. Kanadyjczycy ustanowili rekord w najdłuższym locie w historii paralotniarstwa; Ben Knight, Travis Rummel i Matt Stoecker - zespół amerykańskich filmowców, których dokument "DamNation" nagłośnił problem likwidacji tam i ich wpływu na środowisko; Lewis Pugh - Brytyjczyk w 2014 roku przepłynął siedem mórz: Śródziemne, Adriatyk, Egejskie, Czarne, Czerwone, Arabskie i Północne; Wasfia Nazreen - działaczka na rzecz pomocy humanitarnej, której misją jest zostanie pierwszą kobietą z Bangladeszu z Koroną Ziemi; Ueli Steck - szwajcarski alpinista wytyczył nową trasę wspinaczki, solo i w rekordowym czasie, na południową ścianę Annapurny (8091 m) w Himalajach; Erik Weihenmayer i Lonnie Bedwell - niewidomi kajakarze z USA, którzy przepłynęli rzekę Kolorado; pokonali 365 km przez Wielki Kanion Źródło: PAP
polak na kajaku przez atlantyk
Polscy celebryci popłyną w nim przez ocean. fot. East News/ Artur Zawadzki/REPORTER. Kilka dni temu do mediów przedostała się informacja, że Antoni Królikowski opuszcza Polskę i żonę w ciąży, by nagrywać nowy program stacji TVN. Wiadomo już, że show nazywa się „Przez Atlantyk” i wystąpi w nim plejada polskich gwiazd. Edward Lepiej żyć jeden dzień jako tygrys, niż sto dni jako owca – to motto Aleksandra Doby, 67-latka, który płynie kajakiem przez Atlantyk. Z dnia na dzień jest coraz bliżej brzegów Florydy. Wypłynął z Portugalii 5 października. Niedługo minie zatem jego czwarty miesiąc na oceanie w łupinie kajaka. Nie może z niej wyjść. Początkowo zamierzał pływać trochę w oceanie, by rozruszać stawy i odświeżać się w ten sposób, jednak odstraszył go rekin, którego zobaczył przed planowaną kąpielą. Od tej pory całym jego terytorium jest kajak o długości 7 metrów i szerokości 1 metra. Pan Aleksander bywa jednak i tak zmoczony od stóp do głów, gdy zaleje go fala. Nawet jeśli trwa flauta, czyli cisza morska, i świeci słońce, wilgoć i sól w powietrzu sprawiają wiele niedogodności, w tym choroby skóry, które dokuczają kajakarzowi niemal od początku trwania niezwykłej podróży. Roboty na pokładzie nie brakuje. 8 godzin dziennie wiosłowania połączonego z nawigowaniem, potem odsalanie wody ręczną pompą, po automatyczna zepsuła się już dawno. Odsalanie trwa ok. 2 godzin. Ale dzięki temu ma słodką wodę do picia. W nocy może się „wyciągnąć” w kabinie, w którą wyposażony jest kajak. Miejsca nie ma jednak bardzo wiele, gdyż pomieszczenie to spełnia również funkcję magazynu. W kajaku mieści się także zapas żywności oraz niezbędne urządzenia, z których jednak część, w tym lokalizator SPOT, zepsuła się już dawno. Przez pierwsze 2 miesiące i kilkanaście dni pan Aleksander wysyłał smsy. Sms z 13 października: – Flauta. Żółw przepłynął 15 m ode mnie. Wyjąłem odsalarkę trzeci raz, do testów. Zastąpiłem zawór złączką awaryjną z … długopisu. Prace nad odsalarką zakończone sukcesem: 4 litry wody w ciągu godziny. 12 listopada: – Przez tydzień nie spotkałem żadnego statku, a dziś pojawił się jedną milę ode mnie kuter rybacki. Później, 50 metrów za rufą zauważyłem łeb kaszalota. Płynął obok kilka minut, w pewnym momencie pokazał się cały, z ogonem. 17 listopada: – Rano kilkadziesiąt delfinów baraszkowało obok kajaka. Robiłem zdjęcia nad i pod wodą. Wyprzedził mnie statek, w dużej odległości. Ćma usiadła na kajaku – dzielna. 7 grudnia. – Tragedia na kajaku. W nocy ryba latająca zabiła się przed włazem. Zrobiłem fileta i zjadłem na surowo. Pycha! Noc była spokojna wiatr SW 5, 1013 mb. W dzień wiatr SW do WNW 5-10. Seria burz i deszczy. Kondycja fizyczna i psychiczna OK. 13 grudnia: – Do najbliższej karaibskiej wyspy jest 1250 mil, do Florydy najkrótszą drogą 2200 mil, a Lizbona jest 1850 mil w linii prostej za rufą. 18 grudnia: – Przepływam nad wielkim pasmem górskim: Grzbietem Północnoatlantyckim. Góry są jednak bardzo głęboko pode mną. Zachmurzenie 1/8 Cu. Temperatury: woda 23 stopnie, powietrze 20-30 stopni. Od tamtej pory satelitarny działa połowicznie. Pan Aleksander nie może kontaktować się ze światem, jednak informacje przesyłane do niego przez przyjaciół z lądu docierają – widać to po pozycji kajaka na mapach satelitarnych. Pan Aleksander stosuje się do wysyłanych mu prognoz pogody oraz informacjom o wiatrach i prądach. Dzięki elektronicznym urządzeniom nawigacyjnym można śledzić trasę kajaka. Zdarzyło mu się przypadkowo (było to o godzinie 4 jego czasu, zatem podczas snu) naciśnięcie w ciasnej kabinie przycisku „Help”. Odebrał go amerykański ośrodek ratowniczy. Pojawili się na pomoc Polakowi, jednak ten, zdziwiony ich obecnością, podziękował, ale nie skorzystał z pomocy. Wyjaśnił, że u niego wszystko dobrze, a wezwanie pomocy musiało być przypadkowe. Aleksander Doba, gdy nie pływa akurat kajakiem, mieszka w Policach. Ukończył Politechnikę Poznańską. Pracował w tamtejszych Zakładach Chemicznych. Obecnie jest na emeryturze. Jest żonaty. Ma także dzieci i wnuczki. W jednym z smsów wysłanych z Atlantyku cieszy się z powideł śliwkowych od żony. Wcześniej latał szybowcem, skakał ze spadochronem. Jednak jego największą pasją stały się kajaki. W kajakarstwie górskim zdobył chyba wszystkie możliwe odznaki krajowe i międzynarodowe. Należą do niego liczne rekordy, np. rekord Polski w liczbie kilometrów przepłyniętych kajakiem w jednym roku. Wyniósł on 5125 km. Przepłynął całą Wisłę. Opłynął kajakiem Bałtyk i Bajkał. Wybrał się także za Koło Podbiegunowe – oczywiście kajakiem. Na koncie ma wiele innych kajakowych rekordów. Większości z nich dokonał jako pierwszy. Kajak, którym pan Aleksander płynie przez Atlantyk, nazywa się Olo. Zaprojektował i wykonał go Andrzej Armiński – doświadczony projektant i budowniczy jachtów. Nie jest to pierwszy kajak wykonany przez niego dla Aleksandra Doby. W 2010 roku Andrzej Armiński zaprojektował i zbudował w swojej stoczni kajak, na którym Aleksander Doba po raz pierwszy przepłynął Atlantyk z Afryki do Ameryki Południowej. 26 października 2010 r. wyruszył z Dakaru do Brazylii, gdzie dopłynął 2 lutego 2011 roku. Rejs trwał 99 dni. Jako pierwszy na świecie przepłynął kajakiem przez Atlantyk z kontynentu na kontynent (z Afryki do Ameryki Południowej) wyłącznie dzięki sile mięśni. Wcześniej Atlantyk na kajaku przepłynęły 3 osoby, ale płynęły one na kajakach wspomaganych żaglem, poza tym były to rejsy z wyspy na wyspę, nie zaś – jak w przypadku Aleksandra Doby – z kontynentu na kontynent. Po tym wyczynie wyruszył kajakiem na Amazonkę. Został wówczas napadnięty i obrabowany. Jednak pan Aleksander czuł niedosyt – chciał pokonać Atlantyk w najszerszym miejscu – na trasie z Europy do Ameryki Północnej. Jak tłumaczy Andrzej Armiński, aby zrealizować ten cel, trzeba wybrać odpowiednią porę roku i trasę, by nie wpakować się np. w sezon huraganów. Choć burze nie omijają kajaka. Obecnie pan Aleksander dostał się już w strefę klimatu kontynentalnego znad Ameryki Północnej. Oznacza to, że narażony jest na zimne północne powietrze. – Na skutek północnych wiatrów czasem zamarzają pomarańcze na Florydzie, i te właśnie wiatry teraz zagrażają i jemu – wyjaśnia Andrzej Armiński. „Olo” jest większy niż standardowy kajak, nadal jednak pozostaje tym właśnie środkiem transportu. A sprawia to napęd składający się z 1 wiosła. – Kajak różni się od łodzi wiosłowej tym, że ma 1 wiosło, a łódź 2 oraz dulki ułatwiające wiosłowanie. Praca włożona w napędzanie kajaka jest nieporównywalnie większa – tłumaczy Andrzej Armiński. Kajak Olo zaopatrzony jest w specjalne pałąki, które sprawiają, że nawet w czasie wywrotki wróci do pozycji wyjściowej. Jednak aby go rozpędzić, potrzeba więcej mocy niż w przypadku zwykłego kajaka. W momencie zwodowania w Lizbonie Olo ważył wraz z ładunkiem oraz panem Aleksandrem 550 kg. Gdy dobije do brzegów Florydy będzie znacznie lżejszy – pozbawiony zapasów żywności. Sam kajakarz prawdopodobnie będzie także szczuplejszy o kilka lub kilkanaście kilogramów. Podczas poprzedniej podróży kajakowej przez Atlantyk schudł 14 kg. Jest niesłychanie zdeterminowany i konsekwentny oraz niezwykle odporny na trudy psychiczne i fizyczne. Bywa, że z powodu wiatru kajak cofał się o kilkanaście dni, ale on z wigorem ruszał dalej – mówi Andrzej Armiński poproszony o podanie cech Aleksandra Doby, które umożliwiają mu wyczyn, jakim jest przepłyniecie oceanu kajakiem. – Wielu z nas po 2 godzinach pływania kajakiem marzy o tym, żeby wysiąść, a on spędza w nim całe miesiące, sam. Poza tym, a może przede wszystkim, ważna jest moc. Trzeba wiosłować mimo wszystko. Wyprawa nie była specjalnie nagłaśniana przez media. Na kajaku nie ma logotypów sponsorów. Zarówno kajakarz jak i projektant kajaka, który pokrył koszty jego budowy, nie szukali rozgłosu. Z drugiej strony, nie spotkali się też z większym zainteresowaniem. Zmienia się to nieco teraz, gdy pan Olek jest coraz bliżej celu. Jest też grono wiernych i stałych kibiców, którzy dopingują od początku pana Aleksandra. Widać to po systematycznych wpisach na jego stronie. Mimo że pora roku oraz trasa dobrane zostały tak, by uniknąć silnych wiatrów, prądów i huraganów – bywa, że na skutek tych przeciwności kajak cofa się zamiast płynąć do przodu. Raz w ten sposób pan Aleksander stracił 12 dni. Mimo to jest coraz bliżej celu. – Gdyby warunki były idealne, ale takich nie ma nigdy, jest w stanie dotrzeć do brzegów Florydy w 10 dni. W obecnych warunkach jest to loteria. Być może nastąpi to w ciągu miesiąca – mówi Andrzej Armiński. Autor: Agnieszka Szymaszek Źródło: Onet 8109 kilometrów, 2640 godzin spędzonych na oceanie, 550 wypitych kaw i 11 zrzuconych kilogramów – to kilka najciekawszych statystyk podsumowujących wyprawę zakończoną 3 września 2017 roku. Trasa trzeciej transatlantyckiej przeprawy prowadziła z Barnegat Light w amerykańskim stanie New Jersey do portu La Conquent we Francji i

Kategorie: podróżeśmierćAfrykaPolskawspinaczkaKilimandżarogóryŹródło: Facebook (Aleksander Doba) 22 lutego zmarł Aleksander Doba. Rodzina słynnego podróżnika, poinformowała o tym za pośrednictwem dedykowanej mu strony na Facebooku. Słynny Polak, który trzykrotnie przepłynął ocean Atlantycki, wyłącznie dzięki sile własnych mieśni, stracił życie podczas zdobywania afrykańskiego szczytu Kilimandżaro. Dorobek 74 letniego Aleksandra Doby, znanego także jako "turysta roku 2015" magazynu Discovery, może z łatwością zawstydzić nie jednego sportowca. Jego największym wyczynem było samotne przepłynięcie kajakiem Oceanu Atlantyckiego z jednego kontynentu na drugi, korzystając tylko z siły mięśni. Dokonał on tego trzykrotnie, przy czym po raz pierwszy w 2010 roku, a po raz ostatni w połowie 2017 roku, gdy miał 71 lat. Kajak „Olo”, na którym Aleksander Doba przepłynął Atlantyk Wielokrotnie przepłynął on również całe morze Bałtyckie, jezioro Bajkał oraz podjął się przepłynięcia Amazonki. W 2000 roku w ciągu 101 dni, przebył samotnie blisko 5369 kilometrów z Polic do Narwiku, podczas wyprawy "Kajakiem za Koło Podbiegunowe Północne z Polic do Narwiku". Był to człowiek, który żył pełną piersią i zgodnie ze słowami swoich fanów "zarażał entuzjazmem" gdziekolwiek się znalazł. Informacja o śmierci polskiego podróżnika, przychodzi zaledwie 8 dni po jego ostatnim wpisie, na stronie facebooka gdzie informował o dotarciu do Afryki. Póki co, nie podano szczegółów dotyczących okoliczności jego śmierci. Pewnym jest natomiast to, że Polska straciła właśnie kolejnego wielkiego człowieka. Komentarze pojawiające się pod postem, który informował o jego śmierci, dowodzą najlepiej iż Doba, był szczerym, otwartym i najzwyczajniej w świecie dobrym człowiekiem, którego będzie brakować bardzo wielu ludziom. Ocena: 3561 odsłon

Turystycznie na kajaku dwuosobowym pływa się dziennie od 3 do 5 godzin (nie wliczając przerw, przenosek, posiłków). Jeśli mają Państwo wątpliwości jaki odcinek wybrać – służymy fachową poradą. Poradnik Kajakarza 1. O czym warto pomyśleć przy organizacji spływu kajakowego? – zebrać uczestników i dobrać trudność szlaku .