Jak dodaje, oferty wynajmu domów z gospodarstwami na wsi są niezwykle rzadkie. Decyzja o przeprowadzce na wieś i rozpoczęcie działalności rolniczej wiąże się zatem raczej z zakupem, a nie
Prezes na wygnaniu. Wiec prezesa PiS we wsi Zalasewo (gmina Swarzędz) nie doszedł do skutku. Sołtys oraz rada sołecka nie zgodzili się na imprezę Jarosława Kaczyńskiego na terenie sołectwa. Wydarzenie miało być zorganizowane bez uzgodnienia i poinformowania organu. Grzegorz Taterka zastępca burmistrza miasta i gminy Swarzędz zakomunikował, że żadna umowa na wynajem sali nie została podpisana. – Znając opinię naszych mieszkańców uważamy, że takie spotkania nie powinny odbywać się w naszej okolicy – czytamy w komunikacie rady. To kolejne spotkanie z szefem PiS, które natrafiło na problemy organizacyjne.
Pamiętaj, że kierunek bezpośrednio wpływa na cenę. Cena Decydując o budżecie, należy uwzględnić w cenie zakupu usługi pośrednika, koszty przeprowadzki, prawdopodobną potrzebę wybudowania budynków gospodarczych (gdzie przechowasz kosiarkę i rowery?), a także koszty sprowadzenia dom do komfortowych warunków mieszkaniowych.
Na wsiach nadal panuje przekonanie, że "bije, bo kocha", a mężczyźni potrafią nawet postawić kumplowi piwo w uznaniu za to, że potrafi "trzymać kobietę w ryzach". O zjawisku przemocy domowej na wsi mówi Beata Makarczuk-Jackowska, przewodnicząca Koła Gospodyń Wiejskich Kije i Wianki, laureatka IV edycji Programu WzmocniONE NEWSWEEK: W konkursie WzmocniONE zostałyście nagrodzone za projekt, który skupia się na kobietach dotkniętych przemocą domową mieszkających na wsi. Dlaczego waszym zdaniem ich położenie jest trudniejsze niż kobiet znajdujących się w podobnej sytuacji, ale mieszkających w mieście? Beata Makarczuk-Jackowska: Większość kampanii i działań społecznych wzmacniających kobiety odbywa się na terenach miejskich i na wieś w ogóle nie dociera. Kobiety wiejskie nie mają więc nawet skąd się dowiedzieć, gdzie mogłyby szukać pomocy. To po pierwsze. Drugie istotne ograniczenie, jakie w bardzo poważnym stopniu je dotyka, to wykluczenie transportowe. Najzwyczajniej w świecie nie mogą dostać się do różnego rodzaju ośrodków i instytucji pomocowych, które mieszczą się w miastach, ponieważ transport publiczny przeważnie nie jest wystarczający, a one nie mają własnego samochodu. Nawet jeśli w gospodarstwie domowym jest auto, to kobiety często nie mają prawa jazdy i są uzależnione od woli oraz czasu męża, żeby je gdzieś podwiózł. Stwierdziłyśmy, że skoro jest problem z transportem i komunikacją, to spróbujemy przenieść działania wspierające kobiety – warsztaty informujące o formach walki z przemocą, podnoszące kompetencje i kwalifikacje zawodowe, rozwijające hobby, spotkania ze specjalistami i różnego rodzaju szkolenia – na tereny wiejskie. Jak duża jest skala przemocy domowej na wsi? – Nie ma wiarygodnych statystyk, które by o tym mówiły. Kobiety obawiają się zgłaszać akty agresji ze strony swoich partnerów, ponieważ każdy alarm lub interwencja powodują utratę anonimowości. Na wsi każdy wie, kto mieszka obok, a ludzie jeśli nie znają się osobiście, to z widzenia. Przyjazd policji stawia na nogi całą wieś. Wiedzę na temat skali tego zagrożenia czerpałyśmy więc przede wszystkim z rozmów w cztery oczy z ludźmi, którzy do nas przychodzili i opowiadali o doświadczeniach swoich lub sąsiadów. Podczas pandemii zauważyłyśmy, że ten problem powraca w rozmowach coraz częściej. Czy to, co mówiły wam kobiety, pozwala na jakieś szersze uogólnienia, np. na wyjaśnienie, na czym polega specyfika przemocy na wsi? – Wydaje nam się, że na wsi panuje na nią większe społeczne przyzwolenie, a kobiety ją ukrywają nawet przed najbliższymi i zamykają się ze swoimi problemami w domu. Nie uczestniczą w życiu wsi. Gdy z koleżankami próbowałyśmy zdiagnozować przyczyny, zauważyłyśmy, że ogromną rolą odgrywa tu opacznie pojmowana tradycja. Wyraża się ona w myśleniu, że skoro dziadek lał babcię, ojciec matkę, ja też mogę bić swoją żonę. Wydaje nam się, że na wsi istnieje też większy problem z alkoholem, a to jest czynnik, który pobudza i nasila agresję. Skala przemocy nie maleje, ponieważ prewencja na wsi praktycznie nie istnieje, a policja na wsiach pojawia się sporadycznie. Ponadto wśród ludzi panuje przekonanie, że jeśli do akcji wkraczają mundurowi, to znaczy, że taki dom to patologia. Kobiety wolą więc uciec i schować się przed oprawcą, byle tylko nie dzwonić po pomoc. Obawiają się, że nie tylko one, ale także i dzieci zostaną napiętnowane i będą wytykane palcami. Poza tym po prostu wstydzą się, że mają w domu oprawcę. Takie zachowania kobiet powodują, że domowi przemocowcy czują się bezkarni. I tak spirala się nakręca. W mieście kobiety mają więcej swobody, by niepostrzeżenie zadzwonić na infolinię czy pójść do psychologa, a jeśli się na to odważą, to jest duża szansa, że pozostaną anonimowe. Na wsi to niemożliwe, zawsze ktoś coś podsłucha, ktoś coś zauważy, doda dwa słowa od siebie i informacja, a raczej plotka od razu się rozniesie. Dlaczego środowisko piętnuje kobietę, która zgłasza problem przemocy domowej, a nie oprawcę? – Nie potrafię tego logicznie wytłumaczyć. Stygmatyzacja kobiety spowodowana jest myśleniem, że zawsze tak było, więc tak musi być i teraz. Nadal królują stereotypy. Skoro mężczyzna "nie wytrzymał", to widocznie partnerka musiała go sprowokować i najwyraźniej się jej "należało". Ludzie nie potępiają oprawcy, ale doszukują się tego, co mogła zrobić kobieta, która padła jego ofiarą. Zastanawiają się, co powiedziała, co założyła lub czego nie zrobiła. Jeżeli zdarza się, że to kobieta jest agresorką, to budzi niemal podziw, że była taka odważna i dołożyła facetowi, a partnera, którego pobiła, określa się jako "miękiszona", który "nie poradził sobie" z babą. Na wsiach nadal panuje też przekonanie, że "bije, bo kocha", a mężczyźni potrafią nawet postawić kumplowi piwo w uznaniu za to, że potrafi "trzymać kobietę w ryzach". To zdumiewające, ale choć żyjemy w XXI wieku, ciągle walczymy z takimi archaicznymi stereotypami. W 2020 r. w Polsce ok. 90 tys. osób było dotkniętych przemocą domową. Tak mówią statystyki, a wiemy, że wiele przypadków im umyka, bo ogromna liczba kobiet nie zgłasza takich przypadków na policję. My też to zauważyłyśmy po dużym odzewie, jaki wzbudzają nasze inicjatywy. Dalej rządzi też stereotyp żony pokornej, podporządkowanej mężowi i do bólu, nomen omen, lojalnej? – Zmienia się, ale powoli i głównie wśród młodych kobiet. Zauważyłyśmy jednak, że swoje podejście do relacji męsko-damskich stopniowo modyfikują również kobiety ze starszych generacji. Coraz rzadziej padają z ich strony słowa potępienia pod adresem młodych matek, że gdzieś działają, wyjeżdżają, że włączają ojców do opieki nad dziećmi. Poprzez nasze działania dotykamy też kolejnego aspektu – łamania stereotypu, że to tylko kobieta zajmuje się dzieckiem. Na dodatek mamy za sobą mężczyzn, którzy wspierają nas w tych działaniach. To nie tylko nasi mężowie, ale też wielu mężczyzn wokół. W naszym Kole Gospodyń Wiejskich mamy 20 kobiet i 10 mężczyzn. Jak często kobiety wiejskie doświadczające przemocy korzystają z pomocy? – Niestety, nie ma żadnych statystyk, które to mierzą. Na moje oko ten odsetek jest znikomy. Kobiety nie wiedzą nawet, jakiego rodzaju wsparcie mogą uzyskać. Niektóre mają świadomość, że istnieje coś takiego jak Niebieska Karta, ale nie wiedzą, co ona w praktyce oznacza, i obawiają się o nią wystąpić. W ramach programu WzmocniONE organizujemy spotkania, na których to wyjaśniamy. Zapraszamy pracownice z miejskich ośrodków pomocy społecznej i powiatowych centrów pomocy rodzinie, które krok po kroku omawiają różne procedury i rodzaje pomocy, po jaką kobiety mogą sięgać i gdzie mogą jej szukać. Bo one nawet nie wiedzą, od czego zacząć. Gdyby informacja o tym była szersza, jestem pewna, że procent zgłaszających się po pomoc kobiet byłby wyższy. Informacje na stronach internetowych nie za bardzo im pomagają. Kobiety na wsi często nie mają dostępu do komputera czy laptopa i nie korzystają z internetu w telefonie. Niekiedy nawet nie umieją poruszać się w sieci. Na wsi nadal najlepszym miejscem do przekazywania informacji pozostają tablice ogłoszeń. Bardzo pomocne są także kampanie społeczne. Same zresztą taką zrobiłyśmy: w ramach akcji przeciw przemocy Biała Wstążka nagrałyśmy filmik, w którym opowiadamy o rozmiarze tego zjawiska na wsi. Zaangażowałyśmy do niego wspierających nas mężczyzn. To wywołało ogromne poruszenie. Wiele osób po raz pierwszy usłyszało, że skala przemocy jest tak wielka. Kim są kobiety dotknięte domową przemocą, które do was się zgłaszają? – Nie ma reguł. Gdybym miała stworzyć taki statystyczny portret, to namalowałabym twarz przedzieloną na pół. Jedna połówka przedstawiałaby kobietę wiecznie uśmiechniętą, aktywną, zadbaną i wygadaną, a druga – kobietę zahukaną, przestraszoną, wycofaną. Dwie skrajne osobowości w jednej. Takie kobiety do nas przychodziły: rzutkie, superaktywne działaczki, po których nikt by się nie spodziewał, że w domu są bite, znieważane i pozbawiane godności. Na dodatek często same siebie winią, że doprowadziły do sytuacji, w jakiej tkwią. Jak staracie się im pomóc? – Postanowiłyśmy najpierw zaproponować kobietom pomoc merytoryczną i informacyjną: spotkania z pracownikami MOPS, PCPR i Komendy Powiatowej Policji oraz spotkania z psychologami. Wiemy, że kobiety, które do nas przychodzą, zrobiły już bardzo duży krok. Trzeba postępować z nimi ostrożnie, by znów nie zamknęły się ze swoimi problemami, bo ponownie już prawdopodobnie się nie otworzą. Żeby wzmocnić w nich wewnętrzną odwagę, proponujemy im zajęcia ze sztuki samoobrony – krav magi i wendo. To niesamowicie skuteczna broń. Już kilka godzin warsztatów pozwala nauczyć się, jak na chwilę powstrzymać agresję, obezwładnić oprawcę i uciec. Mamy już takie przypadki, że gdy niektórzy panowie dowiedzieli się, że partnerka uczestniczyła w zajęciach krav magi, nie odważyli się już jej więcej zaatakować. Widzimy więc, że sama informacja o udziale w takich treningach działa odstraszająco. Organizujemy też spotkania z trenerką dla kobiet, która tłumaczy, w jaki sposób powinnyśmy dbać o mięśnie dna miednicy. Kobiety czasami dziwią się: co to ma wspólnego z przemocą? Otóż bardzo dużo. Nadmierne napięcie tych mięśni, które występuje w sytuacjach silnego napięcia, prowadzi do groźnych dla zdrowia konsekwencji, a żyjąc pod jednym dachem z oprawcą, nigdy nie wiemy, kiedy nastąpi atak. Może wydarzyć się w każdej chwili, a my jesteśmy w ciągłym stresie. Chcemy pokazać z każdej strony, jak groźnym problemem jest przemoc domowa. Uderzenie i siniak to tylko szczyt góry lodowej, jaka się pod nim kryje. Co w kobietach się zmienia, gdy mają świadomość, że potrafią się obronić? – To bardzo korzystnie wpływa na ich psychikę. I wcale nie muszą pokazywać, czego się nauczyły. Wiedza o przemocy i nabyte umiejętności powodują, że kobiety zaczynają głośniej mówić. Dużo łatwiej przychodzi im też powiedzenie "nie". Samo uczestnictwo w zajęciach samoobrony dodaje im pewności siebie, wewnętrznej siły i asertywności. * Program WzmocniONE jest realizowany od 2018 r. Wspiera działania, które budują świat równej godności płci. Nastawiony jest przede wszystkim na wspieranie kobiet i dziewcząt w realizacji ich potencjału i budowaniu poczucia własnej sprawczości. Do programu można zgłaszać inicjatywy wychodzące naprzeciw systemowym problemom społecznym, jakich doświadczają kobiety. Nie tylko organizacje założone i prowadzone przez kobiety, ale wszystkie osoby, które swoimi działaniami pomagają wzmacniać pozycję kobiet. Ten cel połączył MagoVox i Fundację Ashoka Polska realizujące program. Wsparcie finansowe i merytoryczne w ramach programu otrzymało już 40 inicjatyw. Właśnie zakończyła się czwarta edycja programu. MagoVox to inicjatywa Małgorzaty Rutkowskiej, która wspiera kobiety i dziewczęta oraz współtworzy społeczność świadomych obywatelek i obywateli. Skupia się na trzech obszarach: Kobieta – Edukacja – Demokracja. Fundacja Ashoka to międzynarodowa sieć innowatorek i innowatorów społecznych, którzy systemowo, twórczo i wymiernie zmieniają rzeczywistość. Dążą do świata, w którym każda osoba może być twórcą i twórczynią zmian na lepsze. Beata Makarczuk-Jackowska - przewodniczącą Koła Gospodyń Wiejskich Kije i Wianki. Z wykształcenia prawniczka, historyczka oraz dziennikarka. Rankiem przedsiębiorczyni, w południe gospodyni, po południu oraz wieczorem mama i żona. Jej przepis na uśmiech to szczęście osób ją otaczających Małgorzata Mierżyńska - dziennikarka, redaktorka, tłumaczka, współpracuje z magazynem "Newsweek Psychologia"
To na nich spoczywa w zasadzie większość pracy, związanej z wprowadzeniem do wnętrza konkretnego stylu. I nie ma to znaczenia, czy mamy na myśli mieszkania w bloku, czy małe domy na wsi, czy wille na peryferiach. Akcesoria do domu wybieramy tak, aby pasowały do mebli i wraz z innymi bibelotami tworzyły kompatybilną całość.
Jak ochronić zwierzęta przed upałem? Upały dokuczają nie tylko nam, ludziom, ale również naszym pupilom, czyli tym domowych zwierzakom, ale też tym przebywającym obok naszych domów, działek i pól. Upał jest groźny dla zwierząt! Praktycznie porady dla właścicieli psów, kotów. Jak ustrzec zwierzęta przed wysoką temperaturą?KOTYKoty zazwyczaj lubią upały, ponieważ to z natury zwierzęta ciepłolubne. Jednak warto pamiętać, że prawie nie wydalają potu, a na pewno w takiej ilości jak na przykład zazwyczaj lubią upały, ponieważ to z natury zwierzęta ciepłolubneU kotów gruczoły potowe są ulokowane na podeszwach łap i pod pachami. Mimo nawet te „kanapowce”, mimo wysokich temperatur, powinniśmy na chwilę wypuścić poza dom – oczywiście późnym wieczorem lub wczesnym rankiem.„Dachowce” zazwyczaj dają sobie radę same, ale warto gdzieś w pobliżu domostwa zostawić im miseczkę z wodą…PSYUpałów raczej nie lubią psy i to też wynika z ich natury. Bo one wydalają – w przeciwieństwie do kotów – dużo wody pyskiem i dlatego potrzebują dużo wody, szczególnie gdy temperatura przekracza 30 stopni raczej nie lubią psyTo właśnie psy są najbardziej narażone na przegrzanie, szczególnie te przykute na łańcuchach do trzeba przede wszystkim na te najstarsze psy, które mogą chorować na przykład na nadciśnienie i inne choroby kardiologiczne. No i - tak jak z dziećmi - nie zostawiajmy ich w nagrzanych, zamkniętych NA GROŹNE OWADY: UKĄSZENIA KLESZCZY, KOMARÓW I PAJĄKÓWZobacz najbardziej jadowite pająki w PolsceBorelioza - objawy i leczenieProste sposoby na odstraszanie komarówOto najbardziej jadowite owady w Polsce!STRZYŻENIEW czasie upałów zalecane jest strzyżenie zwierząt (nie tylko rasowych), aby ułatwić im utratę jednak w tej kwestii skonsultować się z CO TYMI NAJMNIEJSZYMI?Małe zwierzaki (króliki, chomiki, świnki morskie, żółwie, kanarki itp.) nie powinny przebywać w upalny dzień na balkonie, gdyż ze względu na małą masę ciała są bardziej narażone na udar PTAKITu tylko jedna porada: zostawiajmy w pobliżu ich gniazd pojemniki z WYTRZYMAŁE ZWIERZĘTA NA TEMPERATURĘSą za to zwierzęta, którym wysoka temperatura nie ryby z rodziny karpieńcowatych z podgatunku Julimes - jest w stanie wytrzymać w źródłach El Pandeno temperaturę sięgającą nawet 46 st. jeszcze bardzie wytrzymały jest… osioł z północnej Etiopii, czyli z miejscowości Dallol. Tam temperatura dochodzi często do 49 stopni Celsjusza. Te zwierzęta są znane z tego, że potrzebują do życia bardzo mało wody, prawie tak jak „PODLEWAĆ” ZWIERZĄT, ALE TYLKO JE… DELIKATNIE SPRYSKIWAĆ!Uwaga, nie schładzajmy zwierzęcia wodą, bo zrobimy mu tylko w ten sposób schładzajmy zwierzęcia wodąGdy jest bardzo gorąco, ostatecznie można go lekko spryskać wodą i nakryć czworonoga CZYTAJ INNE ARTYKUŁYAreszt na 3 miesiące dla kobiety która głodziła psaSkatowany pies Fijo znalazł dom w Łodzi 65-letni mężczyzna znęcał się nad psem w gminie Rawa MazowieckaMyśliwi znęcają się nad dzikami w Piotrkowie Trybunalskim?Skazany na więzienie za znęcanie się nad psemSzukamy zwyrodnialca, który zakopał psa żywcem [ZDJĘCIA]Wentylator przenośny. Zobacz ofertyMateriały promocyjne partnera
Życie na wsi. Marzysz o przeprowadzce na wieś, ale nie na miesiąc, a przynajmniej na kilka lat? Zastanów się, co stracisz, a co zyskasz, jeśli zdecydujesz się na opuszczenie miasta. Dla jednych wady życia na wsi są nie do zniesienia, a dla innych w ogóle nie są zauważalne. Sprawdź, jak zmieni się życie po przeprowadzce na wieś.
Strona główna Człowiek Lepiej mieszkać na wsi czy w mieście? Na wsi - odpowiada 42 procent Polaków. To prawie o połowę więcej niż osiem lat temu - pisze "Gazeta Wyborcza". Wieś, która przez całe lata, nie tylko w PRL-u, ale także w III RP funkcjonowała w debacie publicznej jako symbol zacofanego zaścianka, z którym "do Europy wchodzić nie wypada", po 1 maja 2004 roku niespodziewanie awansowała - komentuje sondaż CBOS socjolog wsi, Barbara Fedyszak-Radziejowska. A zmiana od 1998 roku, gdy CBOS zadawał badanym to samo pytanie, jest kolosalna. Gwałtownie przybyło mieszkańców miast, którzy, gdyby mieli taką możliwość, przenieśliby się na wieś: z 15 do 31 proc. w wielkich miastach, z 12 do 25 proc. w miastach najmniejszych (do 20 tys. osób), a w średnich (20-100 tys.) - z 8 do 29 proc. I tylko w miastach dużych (100-500 tys.) jest podobnie jak było - mieszkać na wsi wolałoby 19 proc. ich mieszkańców (wzrost o 2 pkt).Wieś coraz bardziej podoba się też jej obecnym mieszkańcom. Wybiera ją jako najlepsze miejsce dla siebie 70 proc. z nich - o 11 punktów więcej niż osiem lat temu. W miastach trend jest odwrotny. W 1998 r. 83 proc. mieszkańców miast pragnęło mieszkać właśnie w mieście (niezależnie od wielkości). Teraz - 70 56 proc. (wzrost o 9 pkt) mieszkańców metropolii, gdyby to było możliwe, wybrałoby wieś albo mniejsze ten awans wsi? Jak mówi Fedyszak-Radziejowska, "sporo zmieniło się po objęciu polskiego rolnictwa Wspólną Polityką Rolną UE. Można by nawet powiedzieć: polska wieś przez Brukselę wróciła do Polski." Przed akcesją media przedstawiały wieś i rolnictwo jako garb, który nie tylko nie przystaje do nowoczesnego świata, ale co gorsza, tej nowoczesności przeszkadza. Tymczasem po dwóch latach w UE okazało się, że polscy rolnicy dobrze sobie radzą na unijnym rynku. Na wieś zaczęły płynąć pieniądze. Wszystko to nie tylko poprawiło samoocenę mieszkańców wsi, ale także miejskie o niej powód - mówi Fedyszak-Radziejowska - tkwi w skali polskiego bezrobocia. "I bieda, i bezrobocie na wsi mniej degradują, nie są tak dotkliwe jak w mieście. Mimo wszystko jest się właścicielem domu i choćby niewielkiego kawałka ziemi" - zaznacza. Dlatego wieś jest atrakcyjna dla grup najbardziej zagrożonych bezrobociem - osób z wykształceniem podstawowym (55 proc.) i zasadniczym (47 proc.), robotników niewykwalifikowanych (54 proc.), oraz oczywiście bezrobotnych (49 proc.).Atrakcyjność wsi - z innych zapewne przyczyn - rośnie także wśród wielkomiejskich elit. Dla ludzi wykształconych i zamożnych wieś to szansa na większy komfort życia: dom otoczony zielenią, zero korków i hałasu. "Na wsi mogą się cieszyć życiowym sukcesem, a pieniądze pozwalają korzystać z wszelkich udogodnień: kanalizacji, telewizji satelitarnej, internetu i samochodu zapewniającego dostęp do pracy i wielkomiejskich atrakcji" - dodaje przeprowadziło CBOS 1-4 lipca na próbie reprezentatywnej 950 osób. MKIPAP - Nauka w PolscereoZdjęcie: Daktik - różności fotograficzne. KRAJ ŚWIAT Szanowny Czytelniku, Zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) informujemy Cię o przetwarzaniu Twoich danych. Administratorem danych jest Fundacja PAP,z siedzibą w Warszawie przy ulicy Bracka 6/8, 00-502 Warszawa. Chodzi o dane, które są zbierane w ramach korzystania przez Ciebie z naszych usług, w tym stron internetowych, serwisów i innych funkcjonalności udostępnianych przez Fundację PAP, głównie zapisanych w plikach cookies i innych identyfikatorach internetowych, które są instalowane na naszych stronach przez nas oraz naszych zaufanych partnerów Fundacji PAP. Gromadzone dane są wykorzystywane wyłącznie w celach: • świadczenia usług drogą elektroniczną • wykrywania nadużyć w usługach • pomiarów statystycznych i udoskonalenia usług Podstawą prawną przetwarzania danych jest świadczenie usługi i jej doskonalenie, a także zapewnienie bezpieczeństwa co stanowi prawnie uzasadniony interes administratora Dane mogą być udostępniane na zlecenie administratora danych podmiotom uprawnionym do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa. Osoba, której dane dotyczą, ma prawo dostępu do danych, sprostowania i usunięcia danych, ograniczenia ich przetwarzania. Osoba może też wycofać zgodę na przetwarzanie danych osobowych. Wszelkie zgłoszenia dotyczące ochrony danych osobowych prosimy kierować na adres fundacja@ lub pisemnie na adres Fundacja PAP, ul. Bracka 6/8, 00-502 Warszawa z dopiskiem "ochrona danych osobowych" Więcej o zasadach przetwarzania danych osobowych i przysługujących Użytkownikowi prawach znajduje się w Polityce prywatności. Dowiedz się więcej. Wyrażam zgodę Copyright © Fundacja PAP 2022
A ja powiem od siebie, że jednak nie ma to jak na wsi. Urodziłem się i mieszkam w mieście (40 tys. mieszkańców), ale swego czasu od małego się jeździło na wieś jak babcie, dziadki żyli
fot. Jadwiga Zgliszewska - lato w Kadłubówce Zanim… póki co – wciąż tutaj jestem raduję duszę siedząc pod ukochanym drzewem które mnie przed upałem dziś rześkim chłodem otula po matczynemu – czule… – rozmawiam z ziemią i niebem a na dnie serca kołyszę najdoskonalszą wiejską ciszę przetykaną jedynie ptasim śpiewem i wiatru leniwym poszumem – … dlaczego miejsc innych – równie jak tego kochać nie umiem? – 23 sierpnia 2018 Dziękuję… … za każdy skradziony promyk słońca za zimno niepojęte za siostrę obok obecną przez cały miesiąc – za ptasie śpiewy do zawrotu głowy za sen zdrowy za trawę pod stopami którą mogłam deptać choć podłoże nie całkiem płaskie więc nie dla mnie… – nawet za brak deszczu którego tak pragnęli oraz za ulewy że nadeszły wreszcie a wkrótce może i nadmiar? ale gdzie tam! bo jest grzybobranie przyjezdni się cieszą – dziękuję ci za wszystko bez słońca i ciepła choć lato ucieka porudziałą ścieżką – dziękuję za rudbekię (nasze żółte kwiatki) co zdążyła zakwitnąć nim odjechałam stamtąd dziękuję – ja wdzięczna i… proszę o jeszcze! – sierpień 2016 pożegnanie bezdeszczowego lata ach ty lato bez deszczu co bez mrugnięcia okiem przejmujesz nadliczbowo i przedwcześnie obowiązki swojej następczyni – skręcone spiekotą liście rude od piekielnych temperatur zaległy pod kopułami zdumionych drzew nie pytając – dlaczego… – chichot jałowej chmury kpi z przewrotności zmieszanych pór roku zamiatam
Wojtek siedzi w pociągu i patrzy przez okno na mijane pola i drzewa. Wiosna dopiero się budzi. Wśród drzew prześwieca czasem wstęga rzeki wijącej się w dolinie. Wojtek jedzie z rodzicami na wieś, do wujostwa i kuzynki Emmy
Dziki ogród Tak jak widać na załączonym obrazku, trochę zarośnięty jest ten mój warzywny ogródek w tym roku. Postanowiłam nie ingerować za bardzo w rośliny, które same się wysiewają, a są pożyteczne. Jeszcze jak ładnie wyglądają na zdjęciach i lubią je pszczoły, to zawsze znajdą u mnie miejsce. Co to za rośliny? Na przykład ogórecznik. Wabi mi pszczoły do ogrodu, daje piękny kontrast do tła z żółtego zboża i hmmm, zasłania ogórki 😀 które tu gdzieś, przysięgam, są… Z roślin samowysiewajacych się, w ogórkach rośnie jeszcze koper i chrzan, które potem oczywiście wykorzystuję do przetworów, oraz nagietki, które zadomowiły się przy fasoli. Co roku w wybranych przez siebie miejscach pojawia się też kolendra, którą najpierw jem w postaci natki, mrożę zapas na zimę, potem cieszę oko kolendrowym kwieciem przez całe lato i ucinam gałązki do letnich bukietów, a gdy uschnie, zbieram nasiona, które przecież też są jadalne, w formie aromatycznej przyprawy. ogórecznik i ogórki Nagietki wysiały się razem z maciejką w kilku innych miejscach ogródka, więc mam łąkę. Jedną z wielu w tym roku. Bo kolejną zafundowała nam Frozee, darując mi pewnego wiosennego dnia paczuszkę z napisem California Poppies Pozłotka kalifornijska, eszolcja kalifornijska, maczek kalifornijski (Eschscholzia californica) – gatunek rośliny z rodziny makowatych. Pochodzi z Kalifornii, popularny w uprawie ogrodowej. Kwiaty wyrastają na długich szypułkach, z barwnym, złotożółtym, błyszczącym okwiatem. Są stosunkowo krótkotrwałe, ale roślina wciąż wydaje nowe pąki i kwitnienie trwa od czerwca do września. Kwiaty odmian ogrodowych osiągają do 8 cm średnicy i miewają barwy odmienne od form typowych – np. białe lub purpurowe. Tak piszą na ten temat w Wikipedii, wyczytałam też, że ziele maczka kalifornijskiego działa baaaardzo uspokajająco 😉 Kilka informacji znalazłam również na stronie Świat Kwiatów. Tyle teorii, a jak w ogrodzie? Kwiaty rozchylają się gdy tylko ujrzą słońce, na noc zamykają, by rankiem znowu się przebudzić. Z połowy paczki powstała taka piękna łączka, którą chwalą sobie również stworzenia fruwające. o zachodzie słońca kwiaty się zamykają maki kalifornijskie dla porównania nasz rodzimy, zwykły mak polny Dalsza część ogrodu należy do szałwii muszkatołowej i lawendy. Tu też aż się roi od pszczół i trzmieli. Fajnie, że zagląda do mnie całe to bzyczące towarzystwo, nie muszę się martwić o zapylanie pomidorów czy papryki. szałwia muszkatołowa lawenda Po raz pierwszy mam tyle lawendy, że zaczęłam suszyć plony. To zasługa upalnego czerwca. W całym domu pachnie lawendą, na każdym „wolnym gwoździu” wisi fioletowy bukiecik przewiązany sznurkiem. Za rok planuję dosadzić więcej. Starość nie radość. Jak zacznę się zachwycać pelargoniami, proszę, niech ktoś mnie nawróci. Stary dom Stary dom to ciągła praca, zmiany, remonty, pomysły, ale też niekończące się możliwości. Jednego dnia planuję nową szklarnię, drugiego warsztat stolarsko-amatorski. Remontowanie to też ciągły bajzel i masa śmieci, które rosną nie wiadomo skąd. No właśnie, pewnego dnia zaczęliśmy się zastanawiać co możemy z tym zrobić, patrząc na tonę recyklingu, który wyprodukowaliśmy dosłownie w kilka dni. Zaczęliśmy od podstawowej rzeczy – koniec z butelkowaną wodą, od teraz pijemy kranówę. Tu na wsi, nie jest to jakimś wielkim wyrzeczeniem, woda z kranu jest po prostu dobra. Zastanawiam się, co będzie w mieście, bo nasza kranówka tam jest całkiem inna, śmierdzi chlorem itd, ciężko będzie się przyzwyczaić. Może jakiś dobry dzbanek filtrujący pomoże? Kuchnia tymczasowa już funkcjonuje, więc możemy całą ekipą lato celebrować na wsi. Reszta będzie się remontować „w międzyczasie”. Ze stodoły powyciągałam kilka fantów, które Bob określił mianem: „graty”, ale ja bym bardziej w „klasyki” celowała. Bo Boba potrzebowała pojemnej szafki na Bobowe sprawy, a moja stara biblioteczka z dzieciństwa wprawdzie wyglądała trochę źle, ale nie aż na tyle źle by nie dać jej drugiej szansy. Poza tym to bardzo praktyczny i pakowny mebel. I ładny w swojej prostocie. przed oczyszczeniem Tak to mniej więcej wygląda w efekcie końcowym. Właściwie została tylko oczyszczona, oszlifowana i pociągnięta olejem. Może kiedyś pokuszę się o odpicowanie drzwiczek, na razie z braku czasu na zajęcia kreatywne, musi zostać jak jest. Dodałam jeszcze czarne uchwyty na dole, żeby łatwiej było otwierać szafkę. Biblioteczka stoi u Boby w jej letnim pokoju i służy do przechowywania ubranek i zabawek małej. Letnie biuro na werandzie Weranda czekać będzie długo na swoja chwilę chwały i wyremontowanie. Tymczasem urządziłam sobie tam letnie biuro i pracownię. Taka moja prywatna przestrzeń robocza. Stara szklarnia – the END W czerwcu nadeszła nieuchronna zagłada starej szklarni, która została rozebrana na kawałki i złożona na kupkę. Myślę jednak, że materiał z rozbiórki wykorzystamy ponownie, bowiem mój plan na zagospodarowanie tarasu, by służył trochę jak stara szklarnia się kompletnie nie sprawdził. Taras jest od strony wschodniej. Pomidory w donicach czy zioła mają się tam w miarę dobrze, jednak przygotowanie jakichkolwiek rozsad w takich warunkach to czyste nieporozumienie. Niedawno wysiałam kolejny rzut sałaty i siewki są powyciągane niczym uszy pluszowego królika mojej Hani, to miejsce po prostu się nie nadaje. W głowie już powstał niecny plan na szklarnię w innym miejscu, żeby się gdzieś podziać z całym swoim majdanem roślinnym. Czosnek – wykopki i białe złoto (pietruszka) Nigdy nie miałam tak kiepskiego czosnku! Serio! No jakby mi ktoś go podmienił. Jedna skromna taczka czosnku tylko… No ale dobrze, że w ogóle jest, własny czosnek to wielki luksus, nawet większy niż własna pietruszka, która w tym roku kosztuje miliony. Chuchamy i dmuchamy na te nasze 3 grządki pietruszki, podlewamy i przemawiamy doń troskliwie 😀 Pomidory Na razie wszystko pięknie, och i ach, ale oto właśnie teraz zaczyna się pogoda jakiej nie lubię latem – ochłodzenie i wilgoć – zawsze wtedy, gdy pomidory zaczynają się rumienić i są już na dotknięcie ręki. Idealna pora na choroby grzybowe niestety – trzeba mieć się na baczności. Większość pomidorów mam z darowanych sadzonek, więc tak bardzo nie mogę się doczekać żeby wypróbować te wszystkie nowe odmiany… Te moje San Marzano upchnę do słoików w stylu Jamiego Oliviera z ostatniej włoskiej książki. A tak na marginesie, kiedyś sobie przysięgłam, że jak tylko Jamie napisze książkę z przepisami wege, przechodzę na wegetarianizm 😀 No i wykrakałam! Widziałam u niego na Instagramie zajawki nowej książki z przepisami roślinnymi. Czas szykować skrzynki z kapustą na zimę 😉 Papryka Muszę czekać aż papryki nabiorą właściwych kolorów, bo w ferworze wiosennego chaosu pozapominałam znaczników z opisami odmian, więc nie wiem co jest co. Pamiętam że Artist jest słodka, a reszta to jakaś tajszczyzna od kolegi Mateusza. Manual z opisem gdzieś mam, więc gdy tylko zaczną wyglądać tak jak powinny, nazwę je po imieniu 😉 Wolałabym nie zgadywać tego metodą organoleptyczną, mogłabym nie podołać. Kilka krzaczków Jalapeno też mam – tą przynajmniej rozpoznam bez mrugnięcia okiem, właśnie zaczął się na nią sezon i można podjadać do woli. W planach odnośnie papryki mam wyprodukowanie kilku słoiczków sosu chili słodko – kwaśnego, takiego w stylu azjatyckim, z jalapeno będzie zielony sos chili a jeśli będę mieć dużo słodkiej to zrobię sos z tego przepisu: sos paprykowy Macie jakieś super hiper turbo przepisy na paprykę/pomidory? Dawajcie w komentarzach! Aaaa i koniecznie jak ktoś ma dobry przepis na sos barbecue… Cukinie, dynie… Cukinie już rosną w najlepsze, staram się je przerabiać w miarę możliwości na bieżąco, a nadwyżki mrożę z przeznaczeniem na zimowe tarty. Z dyniami jeszcze czekam na identyfikację, bo podobnie jak z papryką zapomniałam o tagach! Soraya Nowość u mnie – cukinia Tondo Chiaro di Nizza, prezent z dalekiego Olsztyna 😉 Trzy siostry Three Sisters Garden – słyszeliście o takiej metodzie? Wiosną dostałam do ręki piękną, kolorową paczuszkę z takim właśnie napisem. Zgooglawszy temat, odkryłam że to właściwie taka uprawa współrzędna w stylu amerykańskim. Zasada jest prosta: siejesz obok siebie nasiona kukurydzy, fasoli i dyni, a gdy podrosną masz niewymagający interwencji ogród: fasola korzysta z kukurydzy jak z podpór i pnie się po niej do góry, a pnącza dyni tworzą rozłożysty dywan, uniemożliwiający rozrost chwastów. Fajne, co? Trzy Siostry (a właściwie dwie, bo dynia w kadr nie weszła) U mnie w ogródku jedna z sióstr jest trochę opóźniona – ta, która miała robić za dywan pod resztę żeby nie było problemu z chwastami. O ile fasola się kapnęła, że musi wejść na kukurydzę, która będzie służyć jej ramieniem, tak dynie amerykańskie się zbuntowały i rosną baaaardzo powoli. W przeciwieństwie do moich stałych odmian (Hokkaido czy Butternut Squash – te mają się znakomicie). Hokkaido Sezon ogórkowy Co tu dużo mówić. To jest TEN sezon. W ubiegłym roku był dramat, ten wynagradza potrójnie, a plony już upycham po słoikach. Owoce W ubiegłym roku był owocowy raj, więc siłą rzeczy w tym jest biednie. Tak biednie, że nawet truskawek nie pojedliśmy w zawrotnych ilościach, nie mówiąc już o robieniu przetworów. Czereśnie zapowiadały się na bogato i pewnie tak by było gdyby nie ten cholerny majowy przymrozek, który załatwił większość kwitnących kwiatów. Cała nadzieja w śliwkach, może w tym roku w końcu zjemy więcej niż jedną z własnego sadu 😉 Nie zawiodły jak co roku porzeczki – mamy w każdym kolorze oraz agrest – dziś przerabiamy je na soki. Z nowości dobrze mają się rokitnikowe krzewy, które zasadziłam w ubiegłym roku, jednak na owocowanie jeszcze grubo za wcześnie. To samo z morelą. O jeny, jak ja na nią czekam! Kadr jeszcze czerwcowy A to już lipiec Plany Jeszcze dziś zrobię rozsadę kilku odmian sałaty, bo oto jest początek lipca a ja zostałam bez sałaty! Granda i wstyd! Do gruntu wysieję też kolejny rzut fasolki szparagowej, rzodkiewki, rukoli i koperku. Do następnego!
Tłumaczenie hasła "Na wsi" na angielski. Na wsi czuje się większe różnice. You notice larger differences in the countryside. Na wsi, czuje sie po prostu swietnie. I feel so grounded in the countryside. Na wsi ludzie niczego nie zamykają. Folks in the country never lock things. Na wsi nie został już nikt młody.
7 dni temu Tytuł: Jak płynie wódeczka na wsi i w miasteczkach Autor: Krzysztof Daukszewicz Oprawa: miękka Liczba stron: 445 Rok wydania: 2022 Wydawnictwo: Prószyński i S-ka Polskie poczucie humoru jest jedyne w swoim rodzaju. I muszę się Wam przyznać, że uwielbiam zarówno polskie komedie, jak i kabarety. A wśród kabareciarzy cenię zwłaszcza tych, którzy stawiają na inteligentną rozrywkę pełną dwuznaczności, gry słów i abstrakcyjnych skojarzeń. Już kiedy recenzowałam dla Was Meneliki nowe, czyli wina Tuska i logika białoruska nie ukrywałam, że wysoko cenię poczucie humoru Krzysztofa Daukszewicza. Jako że jego twórczość pamięta czasy cenzury, doskonale potrafi tworzyć dwuznaczne teksty, które bawią młodych i starych. A przy tym nie raz i nie dwa udowodnił, że jest świetnym obserwatorem otaczającej nas rzeczywistości. Jak płynie wódeczka na wsiach i w miasteczkach jest tego najlepszym dowodem. Na początek dobra wiadomość dla tych, którzy przeczytali Meneliki nowe, a nie mieli okazji poznać wcześniejszych zbiorów anegdot o menelach. Jak płynie wódeczka na wsi i w miasteczkach to wznowienie poprzednich części, ale uaktualnione o nowe historie. Tym samym wystarczy dokupić sobie jedną książkę, by mieć komplet. Koniecznie muszę też podkreślić, że ten zbiór to nie tylko anegdoty o klasycznych menelach, stojących zazwyczaj w pobliżu sklepów dyskontowych, ale też o drogówce, limeryki, epitafia dla polityków (dla większego smaczku żyjących), anegdoty z podróży zagranicznych i inne. Podobnie jak w poprzedniej książce, nie wszystkie są autorstwa pana Krzysztofa (albo raczej nie we wszystkich brał osobisty udział), część opowiedzieli mu znajomi, a część obcy ludzie. W moim odczuciu taka zbieranina czyni zbiór barwniejszym, chociaż faktycznie nie wszędzie widać rękę mistrza. Najciekawsze są oczywiście anegdoty o menelach, czyli meneliki. Język tych osobników jest bowiem tak barwny, a poziom inteligencji na tyle zaskakujący, że nie sposób nie śmiać się w głos przy czytaniu. Menel bowiem to ktoś więcej niż człowiek, któremu nic się nie chce i woli żebrać, niż wziąć się za uczciwą pracę. To człowiek z zasadami, którymi kieruje się bardzo konsekwentnie, np. permanentnie odmawiając podjęcia pracy, bo to by godziło w jego honor. Menel zazwyczaj prosi o niewielki datek i tylko nieliczni przyjmą większą gotówkę. Bo menel zna swoje potrzeby i niepotrzebnie nie chomikuje pieniędzy. Będzie trzeba, to zawsze się znajdzie jakiś kierownik, który poratuje złotówką. A przy tym trzeba przyznać, że menele mają nieograniczoną inwencję, jeśli trzeba owemu kierownikowi wytłumaczyć, dlaczego koniecznie musi wesprzeć menela. Padają przy tym takie argumenty, że nie raz i nie dwa śmiałam się w głos przy czytaniu. A przy tym trzeba przyznać, że Krzysztof Daukszewicz, zbierając i publikując anegdoty o menelach, absolutnie nie odbiera im człowieczeństwa. Można by rzecz, że wręcz przeciwnie. Po lekturze na pewno łatwiej przyjdzie nam zobaczyć w menelu człowieka. Wszak nikt nie urodził się menelem. Menele są też bardzo pomocni. Potrafią na przykład doradzić osobie nieobeznanej z alkoholem, co powinna kupić, żeby goście byli zadowoleni. A menel przecież ma doświadczenie i dobrze wie, która wódka pali w gardło, a która niekoniecznie. Szczerze mówiąc, przed lekturą książki myślałam, że wszystkie. Oczywiście menel poratuje doświadczeniem za darmo i niepytany. Dla niego bowiem nie ma nic gorszego niż stojący przed nim w kolejce niezdecydowany klient. Wszak to utrudnia zakup ulubionego wina, a menel, co by o nim nie mówić, na pewno do osób cierpliwych nie należy, szczególnie na trzeźwo. Równie interesująco przedstawiają się anegdoty z życia aktorów i kabareciarzy, szczególnie te, które wydarzyły się po koncertach. Wiadomo – artyści za kołnierz nie wylewają ;-) Całkiem sympatycznie się to czyta, choć szczerze mówiąc, na miejscu kilku osób miałabym do pana Daukszewicza pretensje. No ale to ich dobre imię, legenda i sława zostały obalone. Niech sobie z tym robią, co chcą. Jak płynie wódeczka na wsi i w miasteczkach to pozycja, która nie stroni od polityki, ale też jakoś mocno jej nie akcentuje. Można więc uznać, że to uniwersalna lektura i propozycja dla wszystkich, którzy mają chęć się pośmiać niezależnie od tego, którą stronę sceny politycznej na co dzień popierają. W moim odczuciu świetnie nadaje się na prezent dla każdego, kto ma choćby minimalne poczucie humoru. To też książka, której nie czyta się od deski do deski, można się nią delektować długo i na wyrywki, wracając do tych anegdot, które śmieszą najbardziej. Mnie szczególnie utkwił w głowie krótki cytat: „Ledwo człowiek wytrzeźwiał po Sylwestrze, a już trzeba ubierać choinkę”. Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Prószyński i S-ka Fajny artykuł? Możesz nas pochwalić lub podzielić się nim z innymi :)
Tym słownikiem chcę pokazać piękne brzmienie gwary. Gwara to nie tylko słowa rzucane dla żartu w towarzystwie, to nie archaiczny język ludzi ze wsi. Gwara to język bogaty, w którym wyrażano mądrość, uczucia, nawet te najsubtelniejsze, pisano piosenki i poezję. Poprzez ten projekt postaram się przedstawić mały fragment jej bogactwa.
Wierszyki z wojska. a mnie na to jak na lato :) Dodał: J23 Data dostarczeniaj: 13,07,2010 Dziś pięćdziesiąt masz do zera, Więc się nie bój oficera. Dodał: MARIO Data dostarczeniaj: 12,07,2010 Admin pisz sobie sam wierszyki!!! Dodał: Zdenek Data dostarczeniaj: 12,07,2010 Niebo huczy,ziemia jękła?? nie rezerwie stówka pękła. Dodał: ~Jazon Data dostarczeniaj: 12,07,2010 Po studniówce same straty Kilku poszło dziś za kraty Dodał: ~Jazon Data dostarczeniaj: 12,07,2010 Przejdziesz Wędrzyn, przejdziesz Orzysz To na wojsko ch... położysz Dodał: ~Jazon Data dostarczeniaj: 12,07,2010 Nie ma to jak na wsi rankiem Pachnie gównem i rumiankiem Mucha dupcy karalucha Żaba w stawie dupę moczy QWA jaki dzień UROCZY. Dodał: ~Jazon Data dostarczeniaj: 12,07,2010 Porządzimy dziś na mieście, Do cywila całe dwieście. Dodał: MARIO Data dostarczeniaj: 11,07,2010 Dwuletnie wczasy,jak ze snu a sponsorem tych wczasów było WKU. Dodał: Bongo80 Data dostarczeniaj: 10,07,2010 Pierwszą blachę daj dziewczynie, To Ci fala szybko minie. Dodał: MARIO Data dostarczeniaj: 10,07,2010 3002Wierszyków Ilość wierszyków dodanych przez rezerwistów 312Postawionych browarów Liczba postawionych browarów za wiersz. 31Rez. Mario dodał najwięcej wierszyków.
— Naszej wsi jakoś nie wysiedlili, ale baliśmy się tego jak ognia. Gdy tylko na drodze był jakiś ruch albo ktoś zobaczył Niemca, całymi rodzinami uciekaliśmy do lasu.
@Creed-Bratton: . To wyk0pki ścierwa wiecznie marudzą jakie to straszne piekło mężczyzn nastąpiło, bo kobiety mają nieco łatwiej niż miały przez poprzednie tysiąclecia. To straszne że już nie można sobie obcej baby poklepać po dupie albo zgwałcić i dać w mordę, gdy jest się jej mężem. Jest dokładnie odwrotnie. Właśnie problem polega na tym, że to się już skończyło (wiadomo patologie się zdarzają ale to już nie jest norma) kobiety obecnie mają więcej przywilejów niz mężczyźni, a nadal twierdzą, że są traktowane gorzej. Tak jakby nic się nie zmieniło, a zmieniło się mocno wszystko. Dam taki przykład. Jestem za aborcją na życzenie. Jednakowoż jestem też za zniesieniem alimentów. Dlaczego facet ma płacić jak nie chce dziecka, a kobieta jednak chce urodzić w sytuacji kiedy to np facet chce dziecka ale kobieta nie to wtedy facet ma zamknąć p%%!e. Jej ciało, jej sprawa. Utrzymanie tak samo skoro dala dupy byle komu co chciał tylko poruchac, a nie zakładać rodzine. Tutaj nagle równości nie ma. Zawsze na korzyść kobiety. Rozumiesz problem? Obecny feminizm nie walczy o równość tylko o przywileje. PS: uzupełnię wypowiedź zeby było jasne. Alimenty powinno się płacić tylko wtedy kiedy facet chciał dziecka, a jednak zostawil potem kobietę z tym dzieckiem samą.
Ten pies się wspina jak kot ! :D Nie dam rady ogrodzić tak wielkiego podwórka. Nie wiem, jak go nauczyc aby siedzial tam, podczas gdy rodzice sa w pracy (pracuja na przeciwko). Oczywiscie pies jest odwiedzany co jakis czas i nie powinien czuc sie samotny. Mimo to wychodzi i ucieka nie pątrząc na samochody, biegnie do miejsca pracy moich
Dom na wsi vs. mieszkanie w mieście. Gdy rodzina się powiększa i zaczyna brakować przestrzeni, w pewnym momencie życia, wielu z nas staje przed dylematem: większe mieszkanie w mieście czy dom na wsi? Co wybrać, jak zdecydować? Decyzja nie mała, dla wielu taka do końca życia. Dziś o tym, dlaczego warto wyjechać z cztery lata temu wprowadziliśmy się do naszego domu na wsi, z dala od cywilizacji (sic!), komunikacji, oświetlenia, kanalizacji … 🙂Całe swoje życie spędziłam w mieście, w bloku. Najpierw na dużym osiedlu, w bloku z wielkiej płyty, potem kupiliśmy własne mieszkanie w starej kamienicy w cichej i zielonej części Warszawy. Kupując mieszkanie, nawet przez myśl mi nie przeszło, że dom to coś dla nas. Zresztą, byliśmy sami, żyliśmy z dnia na dzień. Ciche mieszkanie w centrum, blisko wszystkiego, z idealnym dojazdem było tym, co się wtedy dla nas liczyło gdy rodzina zaczęła się powiększać, okazało się, że brakuje nam miejsca. Początkowo szukaliśmy większego mieszkania, ale okazało się, że w cenie mieszkania w Warszawie, możemy zakupić dom (duuużo większy) pod miastem. Zerknij TU jeśli chcesz przeczytać jak żyje mi się na domu, ważna była dla mnie przestrzeń. Nie chciałam mieszkać pośrodku osiedla, gdzie byłoby nam „ciasno”. Szukaliśmy czegoś na to zwykle większy metrażCeny nieruchomości są różne, w zależności od czasu i miasta. W momencie, gdy kupowaliśmy dom, cena 60 metrowego mieszkania w Warszawie była taka sama, jak cena 240 metrowego domu, 30 km od centrum (10 km od granic administracyjnych).własny kawałek zieleniMając Starszaka, każdego dnia chodziłam na spacery do parku, czasami dwa razy dziennie. Była to zwykle długa, min. dwugodzinna wyprawa. Mając własny ogródek – wychodzisz po prostu do ogrodu 🙂 Uwielbiam, gdy jest ciepło, w pidżamie, z kawą siadam na kanapie w ogrodzie, dzieci biegają na golasa, kąpią się w basenie, skaczą na trampolinie, jeżdżą na rowerze. Nie boję się, że zamknę oczy i znikną, że wejdą w psią kupę, że znajdą jakieś super ciekawe śmieci. W ogrodzie jemy obiady, śpimy na hamaku, wieczorami oglądamy gwiazdy owinięci w cisza i ciszaCzasami słychać samochody, ale zdecydowanie głośniejsze są ptaki za oknem. Odkąd zamontowaliśmy na działce kilka domków i karmników dla ptaków, wiosną obserwujemy te, które wprowadzają się do nas na czas wylęgu potomstwa. Wczesnym rankiem, zdarza nam się zobaczyć sarny, łosie (mamy 3 w okolicy). Są też oczywiście bobry, które zjadają nam drzewa za siatką, dziki, lisy. Mimo hałasu, jaki może wyrządzić stado np. szpaków, jest jednak ta niesamowita, odprężająca cisza (na dużej przestrzeni nawet krzyk, pisk i jęki dzieci rozchodzą się w powietrzu).las w zasięgu wzrokuMamy to szczęście, że las mamy w zasięgu wzroku, każdego dnia możemy iść gdzie indziej, możemy odkrywać, poznawać, zdobywać. Jest świetna ścieżka rowerowa w lesie, są pola, łąki. Czasami bierzemy na spacer atlas ptaków, czasem wielką księgę robali, czasami po prostu rowery lub sanki (w zależności od pory roku).żyję szybko, choć wolniejW dużej rodzinie zawsze brakuje czasu. Ciągle się śpieszę starając się zrobić „wszystko”. Uwielbiam ten czas, kiedy popołudniami wychodzimy z domów, spotykamy się z sąsiadami, rozmawiamy. Czas płynie wolniej, spokojniej. Przy domu jest więcej pracy – jasne. Ale można do tego przywyknąć. Między koszeniem trawy jest czas na zamienienie słówka z sąsiadką, czasami podrzucamy sobie dzieci 🙂 wspólnie grillujemy, pieczemy kiełbaski na ognisku za domem, spotykamy się wsi – jedzenie w ogrodzieNie jestem miłośnikiem grządek i uprawy, szczerze mówiąc nie lubię tego, ale… w ogrodzie mamy kilka drzew owocowych, krzaki malin, porzeczki, jerzyn, agrestu, winogrona, co roku sadzimy pomidory koktajlowe i truskawki w doniczkach. W tamtym roku mieliśmy też słonecznik, w tym na pewno coś jeszcze sprawą jest też dostępność świeżego jedzenia od „sąsiadów” mam już swoje miejsce gdzie kupuję jajka, ziemniaki, pomidory, sałatę 🙂Nie wyobrażam sobie wrócić do miasta, do jego gwaru, tempa, tylu ludzi. Decyzja o wyprowadzce nie była 0:1. To nie tak, że życie z dala od miasta ma same plusy, ale jak dla mnie, na teraz nie mogło być lepiej (no chyba, że byłby asfalt, kanalizacja i więcej słońca w roku 🙂 )Trzeba przecież dojechać do pracy, zrobić zakupy, codziennie wozić dzieci do szkoły/ przedszkola ale… Mi jest łatwiej się tu wyciszyć, odpocząć, zrelaksować, a dzieci mogą obcować z przyrodą, poznawać zwierzęta, rośliny obserwować jak zmienia się okolica. Kilka km od naszego domu mamy miasteczko a zaledwie 30 km do samego centrum Warszawy. Taka odległość od miasta daje mi z jednej strony swobodę, spokój, ciszę, a z drugiej – mam dostęp do lekarzy, szpitali, urządów, sklepów, wszelkich atrakcji Stolicy 🙂Jak dla mnie bomba! A Ty jaką podjęłabyś decyzję?
Na początek informacje ogólne.. Sojusz istnieje od 05.06.2013r. i od tej chwili ciągle się rozwija Zajmujemy 275 miejsce w rankingu sojuszy. Mamy już 50 poziom oraz 10 poziom badań z których czerpiemy następujace korzyści: jaja 67% świnki 80% mleko 40% jabłka 27% wiśnie 15% migdały 80% osły 30% ciasta owocowe 15% szarlotka 5%
Odpowiedzi kranita odpowiedział(a) o 17:15 w google wpisz tp nie ma to jak na wsi . . . i ci wyskoczy dalszy ciąg Nie ma to jak na wsi rankiem pachnie gównem i rumiankiem, komar muchę w dupę [CENZURA], osa gwałci karalucha, żaba cipę w stawie moczy, [CENZURA] jaki dzień uroczy! nAJ? anulex19 odpowiedział(a) o 17:15 nie ale poczatek fajny ;D Nie ma to jak na wsi, rankiem pachnie gównem i rumiankiem , komar muche w dupe [CENZURA], osa gwalci karalucha, żaba [CENZURA] w stawie jaki dzien uroczy. : )He he ^_^ Uważasz, że ktoś się myli? lub
Rankiem 14 stycznia surwakarzy – wyłącznie wolni młodzi mężczyźni – odwiedzają poszczególne domostwa we wsi, odgrywając scenki zaślubin nowożeńców, a „niedźwiedź” ma zapewnić gospodarzom dobre zdrowie.
Pobierz to Zdjęcie Premium dotyczące Droga Na Wsi Wczesnym Rankiem Z Promieniami Słońca W Pobliżu Jesiennego Lasu i odkryj ponad 1 Miliona profesjonalnych zdjęć stockowych na Freepik. #freepik #zdjęcie #lasy #drogalas #mglistylas
Adobe Stock 8 listopada 2022. Mieszkańcy wsi i rolnicy pożyczają coraz więcej pieniędzy – i coraz więcej długów nie oddają. Ze statystyk wyłania się czterdziestolatek, który ma do oddania średnio 16 tys. zł. Nie płaci alimentów i rachunków telefonicznych. Rolnicy zwiększyli swoje zadłużenie o połowę zaledwie w ciągu
.